CD, Blue Mahoe, 2026
Nazwa grupy nawiązuje do jamajskiego drzewa, którego cechą charakterystyczną jest zmiana koloru kwiatów i błękitny odcień słoi, natomiast w muzyce rzeczonej ekipy więcej barw z naszego podwórka. Dziesięć utworów zawartych na tym krążku ewidentnie inspirowanych było tradycją pierwszej fali reggae w Polsce. Zresztą grupa tego nie ukrywa i w materiałach promocyjnych wskazuje źródła, z których czerpie wzorzec. W tym też cały ambaras, bo w moim odczuciu piosenki zostały „sklejone”, aby stylistyka zespołów lat 80-tych przeplatała się z autorskimi pomysłami. Brzmienie płyty, to niemal efekt czarnej „siódemki” z wytłoczonym napisem Tonpress, albo nowej odsłony „Ludzkich uczuć” DAABu, co nadaje sentymentalnej nuty. Wbrew temu, czym reklamuje się Blue Mahoe, mało tutaj Izraela, za to słyszę inspirację trąbką nieodżałowanego Ryśka Sarbaka z Gedeona Jerubbaala, sporo także ciekawych solówek saksofonu. Moje dylematy dotyczące albumu kręcą się pomiędzy wokalami a realizacją nagrań. Rozpoczynając od głosów – tutaj lepsze wrażenie wywołuje wspólne śpiewanie, a także wsparcie chórkiem. Kobiecy wokal w solowym wykonaniu broni się swym ciepłem, chociaż momentami brzmi, jak wyjęty z „krainy łagodności”. Męski głos lepiej wypada wsparty przez koleżankę. Drugi z dylematów łączy się z kwestiami technicznymi. Bywa, że czasem instrumenty przykrywają się wzajemnie. Perkusja jest tłem, albo brzmi kartonowo, zaś prym przejmują konga, których czasem jest w nadmiarze ilościowym i jakościowym. Jednak finał tej opowieści jest następujący – zespole Blue Mahoe udało się wam przywołać ducha dawnych czasów. Płyta mogłaby wypełnić przestrzeń na półce z winylowymi odsłonami Gedeona, DAABu, Dada i pierwszego Izraela. Jeśli w tym widzicie tę radość tworzenia, to osiągnęliście ów cel, ale teraz warto już zrobić krok do przodu.
I&Igor



