Dubska „Loko-Loko”

0
12772
Dubska „Loko-Loko” (Off Side, 2010)

Ten zespół ma w sobie coś tak charakterystycznego, że nawet gdyby się wziął za death metal, to na koniec zawsze wychodzą mu ładne piosenki. A że przed nagrywaniem tego materiału było założenie, aby odbić sobie trochę od minorowych dźwięków z Gerą Moralesem, zatem mamy do czynienia z wydawnictwem, które jest przebojowe do kwadratu.

Przesłuchajcie sobie bowiem wszystkie piosenki i zadajcie sobie pytanie, czy któraś nie nadawałaby się na przebój? Już od pierwszych taktów słychać, że będzie skocznie, a do miana przeboju pretenduje nawet „Kujawiak” w intro, w którym zresztą pokazuje się od znakomitej strony sekcja dęta bydgoskiego zespołu. „Biały-czarny” też zarówno rytmem jak i tytułem wskazuje na skankerskie zapędy Tyfusów (Krzyżacy z sąsiadującego Torunia zarzucają od wieków bydgoszczanom, że w ich mieście rozwinęła się epidemia, która zdziesiątkowała region).

Są jednak utwory, które na tej swoistej liście przebojów się wybijają. To „Strzelaj”, czy bardzo fajna opowieść w „Mamie” i rytm wskazujący, że jednak czasem odrobinę dancehallowych dźwięków lubią zagrać nawet muzycy deklarujący się jako regałowcy raczej niechętni nowym trendom w tym gatunku. Ale reggae jest oczywiście najwięcej i to także tego klasycznego (cover Israel Vibration), choć jest również standard jazzowy „All of Me”).

Chłopacy z Dubska kontynuują także jedną z najbardziej charakterystycznych szkół tekstowych w polskim reggae. Trudno nawet określić, jaka ona jest – luzacka, poważna, czy słoneczna. Mój ulubiony fragment to: „Już od dziecka, już od przedszkola, złe siły chcą stłamsić pierwotną naturę rock and roll’a”. Ale teksty odgrywają tu ważną rolę, choć czasem opowieści o problemach są opisane prostymi słowami. Jeden z wokalistów, mucha, przyznaje zresztą: „Mimo, że płyta jest weselsza, to na pewno jest poważniejsza. Jesteśmy trochę starsi i to słychać. Wiele rzeczy dziś już inaczej postrzegamy”.

Wyłączając wschodnie eksperymenty bydgoskiej załogi, na ich autorskie nagrania trzeba było czekać cztery lata. Nie ma wątpliwości, że warto było. Tylko, kiedy jadę po raz kolejny w śmierdzącym i brudnym pociągu, nie mogę zrozumieć tego sentymentu chłopaków do kolei.

Jarek Hejenkowski

Recenzja ukazała się w magazynie Free Colours nr 15.

DODAJ KOMENTARZ