Maleo Reggae Rockers „Rzeka dzieciństwa”

0
578
Maleo Reggae Rockers
„Rzeka dzieciństwa”
(Universal Music Polska, 2011)

Takie eksperymenty bywają niebezpieczne, bo znaleźć w polskiej muzyce klasyki jest stosunkowo łatwo, ale już wyjść zwycięsko z pojedynku z jego najbardziej znanymi interpretacjami jest bardzo trudno. Ale mimo, że są na tym albumie piosenki, które mnie nie przekonały, oceniam, że zespół ze starcia z legendami wyszedł jednak z tarczą.

W wywiadzie zamieszonym w tym numerze Free Colours możecie przeczytać o pobudkach, które kierowały Maleo i ekipą, by nagrać te piosenki w aranżacjach reggae. Darek często mówi tam o edukacji i trzeba mu tylko przyklasnąć. Dzisiejsze nastolatki nie mają kompletnie pojęcia o tym, co w polskiej muzyce działo się w latach 60. i 70., które były chyba najlepszymi i najciekawszymi dla krajowej muzyki rozrywkowej. Niepokojące jest, że dla dzisiejszej młodzieży klasyką są co najwyżej wykonawcy z lat 90. Wielu nie ma pojęcia o istnieniu takich formacji jak Czerwone Gitary, Breakout i wielu innych, dla których na płycie miejsca zabrakło. Duży plus więc za włączenie się w misję edukacyjną.

Teraz o samej muzyce. Co mnie osobiście bardzo cieszy, w Maleo Reggae Rockers słychać coraz mniej rocka. Choć formacja na tapetę wzięła piosenki różnych gatunków – z okresu złotej ery big-beatu, bluesowe, rockowe czy niemal poezji śpiewanej to udało się zrobić z tego klasyczne reggae. Okazuje się, że przy odrobinie chęci przerobić się udało nie tylko kawałki do jamajskiej rytmiki zbliżone („Strzeż się tych miejsc”, „Kiedy byłem małym chłopcem”), ale też bardzo od niej odmienne („Korowód”). Jaśniejszym punktem jest też coraz bardziej oldschoolowe brzmienie na tym wydawnictwie. Interesująco brzmią też fragmenty dubowe w „Zegarmistrzu światła” czy „Etiudzie rewolucyjnej dub”.

Na koniec o gościach. Fajnym pomysłem było zaproszenie nieco zapomnianej już Lilu („Pod papugami”). Tradycyjnie wybornie zaśpiewał Gutek („Korowód”). Zaskakujący jest Ras Luta w nieco funkowej piosence („Rzeka dzieciństwa”, choć gość grupy śpiewa akurat na fragmentach rocksteady). Nieudany jest eksperyment z Wilkiem („Kiedy byłem małym chłopcem”), a przeciętna jest, choć i tak lepsza „Strzeż się tych miejsc” z załogą 52 Dębiec.
Album coverowy Maleo Reggae Rockers potwierdza więc, że nie za wszystkie piosenki warto się brać i na dodatek z nimi eksperymentować. Sądzę, że wersje złożone tylko z klasycznego reggae byłyby, choć może bardziej jednostajne, to jednak znacznie lepiej przyswajalne.

Jarek Hejenkowski

Recenzja ukazała się w magazynie Free Colours nr 17.

DODAJ KOMENTARZ