Mo’Kalamity & the Wizards „Deeper Revolution”

0
557
Mo’Kalamity & the Wizards
„Deeper Revolution”
(Lassospikante, 2009)

Jak można przegapić taką płytę? Ano okazuje się, że można. Już prawie 2 lata minęły odkąd pojawiła się w sprzedaży. Do mnie jednak dotarła z dużym opóźnieniem i w re-edycji, ale z uwagi na jej zawartość nie pozwolę jej przejść bez echa, a być może i kogoś z was zachęcę do zapoznania się z jej zawartością.

Mo’Kalamity to pseudonim pochodzącej z Wysp Zielonego Przylądka wokalistki francuskiego bandu The Wizards, którego dokonania muzyczne są zapewne bardzo dobrze znane frankofilnym słuchaczom roots reggae.

Ten 7-osobowy zespół ma na koncie naprawdę znakomite produkcje – warto tu wspomnieć choćby osławiony numer „Petit Bonhomme” będący ich wizytówką. Jako, że grupa kręci się wokół wokalistki, jej pseudo firmuje naprawdę ciepłą i dobrą płytę.

Scenowi badacze i archiwiści z pewnością odnotowali jej aktywność na francuskiej scenie dubowej, gdzie prowadziła liczne współprace choćby z Juniorem Conym, Barbes D, Digital Rockers, Blackboard Jungle czy Nyah Skanky. Płyta „Deeper Revolution” wydana była na rynku francuskim już w 2009 roku, a obecnie doczekała się reedycji na szerszych wodach – z uwagi na jej potencjał. I nie ma się czemu dziwić, a wręcz przyklasnąć należy, gdyż 2 album Mo’Kalamity i Czarodziejów dostarcza naprawdę wiele przyjemności od samego początku.

Na krążku jest 14 utworów i piękna okładka utrzymana w ciekawym, rysunkowym w większości, stylu. Otwierający ją „Another Way” klimatem po prostu poraża, a im głębiej wsłuchiwałem się w zawartość, tym większe wrażenie robiła na mnie muzyka i cudnej urody głęboki głos wokalistki, która w wywiadach przyznaje, że ma słabość do jamajskich trio wokalnych z lat 70., dokonań Otis Reddinga oraz Tarrusa Rileya. Album promuje śliczny singiel „Autour De Toi”, do którego teledysk przygotował Pietro di Zanno – ten sam, który produkował klipy dla Ayo.

Płyta moim zdaniem warta jest każdych pieniędzy – roots, który grany jest na żywych instrumentach ma ogromną siłę i brzmi genialnie – tu brawa dla realizatorów. Zaryzykuję twierdzenie, że jest to najlepsza płyta jaka pojawiła się ostatnio na francuskim rynku – zweryfikujcie tę tezę sięgając po nią.

Bozo

Recenzja ukazała się w magazynie Free Colours nr 17.

DODAJ KOMENTARZ