SKĄD ICH PSEUDONIMY

0
129

Zwierzak jest przezwiskiem wynikającym z nostalgii właściciela, a Abor dostaje mnóstwo głuchych telefonów. Takie opowieści można mnożyć, bo polska scena dysponuje bogatym zestawem anegdot związanych z pseudonimami.

Wiele da się zdiagnozować od razu, bo pochodzą od nazwisk. Tak jest w przypadku Gutka (Piotr Gutkowski), Mioda z Jamala (Tomek Mioduszewski) czy Mario Dziurexa (Mariusz Dziurawiec). Sporo innych jest jednak owianych tajemnicą. Free Colours postanowiło więc wyjaśnić, skąd się wzięły najdziwniejsze przezwiska i przydomki polskich artystów i jakie z tym wiążą się historie. Kilka z nich ma swoje logiczne uzasadnienie. Z innymi wiążą się niesamowite zdarzenia. Oto część z nich.
Niesłychanie zabawna i sympatyczna jest geneza powstania przezwiska Zwierzaka, basisty wrocławskiego Tumbao. Otóż nie wzięło się ono z „Muppet Show” (gdzie na perkusji grał bardzo porywczy stwór właśnie Zwierzakiem zwany), ani od impulsywnego charakteru muzyka (który jest człowiekiem nad wyraz spokojnym), ale od jego skłonności do imprezowych rozmów. – Kiedy wypiję, to się zwierzam, więc zostałem nazwany zwierzakiem – opowiada basista.Wielki problem ma ze swoim pseudonimem Abselektor. Geneza jego pseudonimu to połączenie jego przezwiska Abor oraz funkcji selektora w Bass Medium. Jednak fakt, że widnieje on przeważnie jako pierwszy w książkach telefonicznych komórek za sprawią początkowych liter alfabetu sprawia, że ma sporo „głuchych telefonów”. Znajomi na imprezach wybierając często się mylą i wciskają pierwszy na liście. Problem w tym, że telefon dzwoni mu czasem nawet nad ranem.
Wokalista Vavamuffin, Pablopavo istnieje w świecie mediów niemal jak Doktor Jekyll i Pan Hyde. Zaczęło się od teledysku hip-hopowca Fu „Raptowne realia”, który podpisano jakby śpiewały tam dwie osoby zamiast jednej – Pablo i Pavo. Jego pseudonim często jest też przekręcany jako Pablopivo, Pablopavio, co go mocno irytuje.
Starsi z czytelników pamiętają zapewne popularną w polskiej telewizji kilkanaście lat temu bajkę Jima Hensona „Fraglesy”. Tytułowe stwory gonili Gorgowie. Do dziś w niektórych środowiskach przetrwało zresztą powiedzenie „Mamo, złapałem Fraglesa”. Ze względu na gabaryty pseudonim Gorg otrzymał już w liceum Marcin, największy wokalista Vavamuffin.
O przydomku Frenchmana, który początkowo śpiewał w Bass Medium Trinity a teraz występuje z Jamalem, zadecydowały z kolei jego życiowe losy. Urodził się w afrykańskim Gabonie, gdzie urzędowym językiem jest francuski i dopiero w wieku kilkunastu lat przybył do Polski (jego matka jest Polką, a ojciec Francuzem).
Po prostu Francuz. Tak mówili na mnie, gdy przyjechałem do Polski., bo nie mówiłem ani be ani me po polsku, a jak przeklinałem, to zawsze po francusku i stąd Francuz. Po jakimś czasie grania z Aborem stwierdziłem, że zmiędzynarodowię swoją ksywę i będzie Frenchman, bo jest Elephant Man i Beenie Man, to może być też Frenchman – mówi o sobie.
Podajemy też po raz pierwszy w historii genezę pseudonimu Pablo 27, pioniera polskich sound systemów, wokół którego przydomka narosło już wiele legend (słyszeliśmy choćby, że ma 27 lat oraz, że 27 to odwrotność 72, czyli jego rocznika).
Pablo musiało się wziąć gdzieś tam od Pawła, bo tak mam na imię. Myślę, że niebagatelny wpływ miał na to fakt, że w latach 90. miałem dosyć fanatyczny stosunek do muzyki Augustusa Pablo. Kilku moich znajomych już mnie tak nazywało, więc kiedy zacząłem działać jako selektor – „Pablo” wydawało się być naturalnym wyborem na ksywkę. Numer przyszedł z mojego głębokiego przekonania ze „27” coś dla mnie znaczy – wyjaśnia selektor.
Wokalistę Tiszteletu, Deera każdy kojarzy z jeleniem, bo tak jest tłumaczone z angielska. Tymczasem nic bardziej błędnego. Geneza wzięła się z gry słów. Zaczęło się od grzybów,a  przeszło do drożdży, od których jego pseudonim jest skrótem.
– Niewinne drożdże na deser, czyli tak zwany „bzdur-stek”. Jadłem kiedyś często grzyby. Teraz też lubię, zwłaszcza marynowane – wyjaśnia Deer, który od razu rzuca przepisem jak zrobić dobry sos z grzybów suszonych („mielimy, doprawiamy, dusimy troszkę bulionu, później mała redukcja i na ziemniaczki”).
Z wrodzonym humorem broni się od pytania o pseudonim Olo z Vavamuffin, który od dłuższego czasu określa siebie jako Mothashipp. – Bóg nakazał tytułować mi się „Mothership”, ale wpisałem „Mothership” w google i okazało się, że wyskakuje mnóstwo stron, które nie mają ze mną nic wspólnego. Zamieniłem to więc po jakimś czasie na „Mothashipp”. Przy okazji okazało się, że dzięki podwójnemu „p” zyskałem większy szacunek na dzielnicy – argumentuje.
Uśmiech wywołuje pseudonim Mariusza Harmasza, organizatora poznańskich pojedynków sound systemów, który działa pod szyldem Obora Rekords.
Nazwa się wzięła od miejsca, w którym w 1994 roku robiliśmy pierwsze poważne sound systemy czyli podkonińskiej miejscowości Morzysław w sali OSP. Ludzie nazwali to oborą, więc ja początkowo nazywałem się DJ Gnój From Obora Rekords, ale został tylko Obora, bo i tak jest wystarczająco obciachowa – wspomina Mariusz.Rodzinne pochodzenie ma także pseudonim Juniora Stressa. Otóż jest on synem Kinga Stressa z sound systemu Love Sen-C Music. Logiczne jest więc, że młodszy Stress będzie Juniorem. Choć, tak po prawdzie, mógłby być też Princem. – Mój tata jest King Stress, bo jak wszyscy melanżują i nikt nic nie ogarnia, to on wkracza do akcji i albo wszystkich rozstawia, albo sam ogarnia, potem robi wyrzuty, że znów wszystko zrobił sam – śmieje się Junior Stress.  – No w każdym razie dlatego jest KingStress. Ja tam zazwyczaj jestem właśnie z tych melanżujących, dlatego jak mowa o moim stressie, to tylko o juniorze czyli takim małym stresiku, którego raczej nie widać – uśmiecha się młody wokalista.
Od wyjaśnienia pochodzenia swojego pseudonimu jak piskorz wykręca się z kolei klawiszowiec Bakshish i Managgi, Emzk. Twierdzi, że osoby postronne, nie znające kontekstu, nie zrozumiałyby okoliczności jego powstania.
Geneza pochodzenia polskich przydomków artystycznych różni się sporo od jamajskich. Tam pseudonimy nadawali sobie często sami muzycy czerpiąc ze świata filmu czy innych sytuacji. Nad Wisłą takich sytuacji jest niewiele. Jednym z wyjątków jest Ras Luta.
– Trzeba coś było dać na plakat, a ja wcześniej usłyszałem od Globusa nowe słowo, „luta” i postanowiłem, ze będę Ras Luta. To trochę odzwierciedla moją osobowość, bo są we mnie dwie strony, ta duchowa i ta hardkorowa – wyjaśnia.
Nie tylko polskie pseudonimy są związane z dziwnymi historiami. Niemniej ciekawe historie dotyczą muzyków zagranicznych. O nich jednak będzie zapewne jeszcze okazja napisać w jednym z kolejnych numerów.

Jarek Hejenkowski

Skąd się wzięły?
Maken (Joint Venture Sound System, promotor) – z westernu „Złoto MacKenny” (USA, 1968), którym zachwycał się chodząc do szkoły. Grają tam Gregory Peck, Omar Sharif i Telly Savalas. Starają się oni zdobyć indiańskie złoto. W tle muzyka Quincy’ego Jonesa.
Pablopavo – z krajowego forum internetowego o reggae, na którym Paweł musiał się zalogować, a był tam już Pablo. A że wołano na niego także Pavo, wybrał połączenie tych przezwisk.
Siekierka (perkusista Tumbao) – pseudonim przeszedł na niego niejako od starszego brata, zwanego Siekiera. Skoro on był młodszy, został Siekierką.
Kuba 1200 (selektor, East West Rockers) – od nazwy modelu jego ukochanego gramofonu Technicsa SL1200 mk2.
Dżekson (gitarzysta i wokalista, Immanuel) – od nazwiska amerykańskiego prezydenta. W latach 80. zespół grał jakiś koncert, a poszczególnych muzyków przedstawiano właśnie nazwiskami prezydentów USA: Lincoln, Jackson itd. Te ostatnie nazwisko uległo spolszczeniu, a Jacek Onaszkiewicz wciąż go używa.Bob One (Rub Pulse Sound System) – już w przedszkolu mówili na niego Bob ze względu na gabaryty. One doszło, kiedy zaczął pojawiać się na forum reggae i tam był już jeden Bob. Dopisał więc sobie jedynkę i tak już zostało.

Artykuł ukazał się w magazynie Free Colours nr 7

Free Colours 7 do kupienia > https://zima.sklep.pl

DODAJ KOMENTARZ