The Wailers „Live”

0
12203
The Wailers
„Live”
(LMC, 2002)

Ile zostało z „wielkiego” The Wailers (nie ujmując dzisiejszym członkom zespołu) mogliście się przekonać na podstawie wywiadu Lubay’a w numerze 11 naszego magazynu. Tak też jest z produkcjami grupy.

Nie przypominam sobie jakiejś listy nowych płyt, a jeśli chodzi o zapisy koncertów, ten z 2002 roku jest ostatnim z oficjalnych, z którym się zetknąłem, choć mogę się mylić. Do rzeczy. Czegóż zatem można spodziewać się po grupie, która przez lata towarzyszyła „królowi reggae”? Ano mianowicie, że główną cześć koncertu wypełnią utwory właśnie Marleya.

Odwołania do twórczości Boba stanowią podstawę występu, przyznaję szczerze, że muzycznie blisko im do pierwowzoru, ale nie oszukujmy się, dla każdego wokalisty zmierzyć się z hitami tego pokroju, nie jest proste. W wypadku niniejszego wydawnictwa nie możemy być w pełni zadowoleni. Odskocznia od repertuaru Marleya wypada lepiej i nie przytłacza ciężarem legendy. Znajduje się również miejsce na solowe dokonania „Familymana” i instrumentalne popisy w takich utworach, jak „Well Pleased”, „Cobra Style”, „Rock Fort Rock”, „Money Maker”, co przybliża nas do ska i rocksteady.

Tu również zaakcentowana zostaje obecność sekcji dętej, która w The Wailers nie zawsze miała swoje miejsce. Ostateczną euforię wywołuje wśród zgromadzonej publiczności utwór „Legalize It” Petera Tosha – kończy on występ, ale towarzyszy mu zabawna historia – uczenie się przez chórki swoich partii. Zmaganie się z własną wielkością nie należy do łatwych rzeczy. Zwłaszcza, że odchodzą przyjaciele. Ze składu, który jeszcze widzimy na tym koncercie, nie zagra już nigdy Al Anderson…

I&Igor

Recenzja ukazała się w magazynie Free Colours nr 17.

DODAJ KOMENTARZ