Vavamuffin „Mo’ Better Rootz”

0
570

Oczywistym jest, że każda płyta tego zespołu jest wydarzeniem samym w sobie. Jeśli jednak odrzucimy od siebie to bałwochwalcze odium, wtedy słuchamy krążka z przyjemnością, ale nie bez pewnego rozczarowania. Bo jak na zespół będący od momentu powstania w krajowej „pierwszej trójce”, nie ma tu niczego nowatorskiego, poza interesującymi podróżami w stronę folkloru afrykańskiego i jazzu („African dancehall”).

Zapamiętałem słowa Reggaeneratora, że ten zespół był dla niego ostatnią szansą, aby osiągnąć coś istotnego w muzyce. Udało się to już na pierwszej płycie grupy, ale dopiero teraz objawił on pełnię swojego talentu. Świetnie wypada on w „Drug Squad Collie” i za ciosem idzie w „Cel pal” – brawurowym protest-songiem, a nie zapominajmy, że takiej piosenki nie może zabraknąć na żądnej płycie warszawiaków.

Fajne są chórki kobiece, bo tzw. żeńskiego pierwiastka na wcześniejszych piosenkach Vavy brakowało. „Męscy szowiniści muzyczni” wreszcie to zauważyli i dlatego z prawdziwą przyjemnością słucha się choćby zakończenia „Nowego dnia”.

Wady też da się oczywiście odnaleźć. Dla mnie główną jest zbytnie podobieństwo tego albumu do poprzednika sprzed trzech lat. Są piosenki, które wręcz korespondują z kompozycjami starszymi: „Z samego dna” z „Rub rumor” czy „Cel pal” z „Poor People”.

Odbiór zależy jednak oczywiście od nastawienia słuchacza. Fan łyka krążek bez mrugnięcia okiem. Ja, choć także fan, okiem już mrugam, bo od tak uznanej ekipy oczekuję jednak wysmakowanej uczty. Tymczasem dania serwowane są z precyzją, bez fałszywych tonów, ale nie jestem przekonany, abym za 3-4 lata sięgał po ten krążek często.

No chyba że w reggae dochodzimy do momentu, w którym niczego nowego nie uda się znaleźć. Mam nadzieję jednak, że wciąż są tu nieodkryte dźwięki i pewnie też po części dlatego jestem, zapewne zbyt przesadnie, dla tego wydawnictwa surowy.

Najlepsze momenty – fajne solówki saksofonu w drugiej części „African dancehall” oraz zabawna historyjka z „Bez piątala” i Pablopavo niczym Shaggy śpiewający, a jakże, o dziewczynach. Najlepsza piosenka – „Z samego dna”.

Jarek Hejenkowski

Recenzja ukazała się w magazynie Free Colours nr 15.

DODAJ KOMENTARZ