Vavamuffin: Taka promocja szeptana

0
10301

Istnieją zaledwie dwa lata, a już zdołali namieszać na polskiej scenie reggae. Vavamuffin z Warszawy to potwierdzenie, że w kraju dzieje się coraz lepiej. Trzon zespołu stanowią doświadczeni wokaliści, którzy niczym trzej tenorzy dyrygują poczynaniami grupy. Gorg o najbardziej chropawym głosie kiedyś śpiewał w Transmisji, Reggaenerator – głos ustawiony najwyżej, udzielał się w wielu projektach oraz razem z Pablopavo – wokalistą „średnim” śpiewa w Zjednoczenie Sound System.

Grupa właśnie wydała płytę, ale w czasie robienia wywiadu jeszcze kończyła nad nią pracę. Free Colours rozmawiało z dwoma wokalistami – Pablopavo i Gorgiem oraz basistą Primo (gadał mało) w kuluarach toruńskiego klubu „Od Nowa” w czasie festiwalu „Afryka”. Było to jeszcze przed koncertem. Występ, mimo sceptycznej oceny samych muzyków, był przyjęty entuzjastycznie. Jak zresztą większość w ich wykonaniu.

Jarek Hejenkowski

 

Czy jest szansa, aby raggamuffin w Polsce stało się modne. Aby było muzyką, której słuchają ludzie?

Pablopavo: To pytanie jest za późne o jakieś dwa lata. To się stało. Jeśli wytwornie hip-hopowe poszukują na gwałt ludzi, którzy robią takie rzeczy, to znaczy, że jest taka moda, jest takie zapotrzebowanie. Jeszcze nie wiem, co uważasz za modę, czy nie czasem to, że będziemy sprzedawali po sto tysięcy płyt. Bo tak nie będzie nigdy.

Gorg: Czy to będzie tak modne jak Kult, czy tak modne jak Urszula Sipińska, czy tak modne jak The Boys?

Pablopavo (z uśmiechem życzliwego zainteresowania): A co to jest The Boys?

Gorg: Boysi! (Ogólny rechot. Chodziło chyba o popularny w niektórych kręgach zespół disco polo – dop. red.)

Chodzi o to, czy czasami nie jest tak, że dążenie wytwórni hip-hopowych w kierunku vavamuffin, przepraszam… raggamuffin (chłopcy mówią chóralnie ze śmiechem „dziękujemy”) nie jest związane z tym, że wytwórnie hip-hopowe zaczynają biegać za własnym ogonem i zaczynają szukać czegoś nowego?

Pablopavo: Ale to jest tak zawsze.

Gorg: No ale przecież reggae było zaczątkiem hip-hopu. Hip-hop jest konwencją otwartą. Nie jest ani zamkniętym podziałem rytmicznym, ani melodycznym, ani nie ogranicza się do żadnej konwencji instrumentalnej. To jest bardziej, kurcze mental jakiś związany z robieniem muzyki, niż jakaś konwencja konkretna. Dlatego dziwię się, że tak późno. Polski hip-hop był bardzo długo zamknięty. To się zmienia. Widać, że małolaci dorastają, otwierają się na nowe konwencje, nową muzykę…

Pablopavo: …na funk, na jazz. W ogóle szukają jakby troszeczkę innych rzeczy związanych z hip-hopem, a reggae jest jak wiemy związane z hip-hopem, bo hip-hop jest dzieckiem reggae.

Gorg: Na świecie było odwrotnie. Najpierw było reggae, raggamuffin a dopiero później hip-hop.

Mówiliście o konwencji hip-hopowej. Czy Vavamuffin będzie się w nią wpisywać, czy będzie jakoś obok, czy będzie tworzyło jakieś własne trendy?

Gorg: Nie jesteśmy na pewno składem hip-hopowym. Jest rok 2005. Każdy słyszał, że w Polsce się słucha hip-hopu. Każdy jest pod tego wpływem. Słuchamy go w radiu, bo jest obecny. Jest mnóstwo ludzi, jeśli jest jakaś ankieta, która dotyczy młodych ludzi, na przykład dwa lata temu ponad 50 procent młodych ludzi odpowiedziało, że słucha polskiego hip-hopu. Jest mainstreamem w polskiej muzyce młodzieżowej tak jak 10-15 lat temu był punk rock. Wszyscy byli punkowcami, cała moja podstawówka.

Pablopavo: Ja nie byłem. Primo był.

Gorg: Ja też nie.

Primo: Przyjmijmy, że tak, że byłem, skoro lider tak mówi. Musimy sobie powiedzieć, że punk rock w nas był.

Gorg: Tak jak dla nas punk rock to były naturalne korzenie, tak obecnie dla młodych ludzi, którzy teraz dorastają naturalnymi korzeniami, z którymi będą się zawsze identyfikować, jest hip-hop.

A nie zastanawiacie się, że Vavamuffin jako zespół grający muzykę z pogranicza hip-hopu z punkowym myśleniem może stać się dobra alternatywa dla młodych i generalnie, nie oszukujmy się, niezbyt inteligentnych ludzi, którzy bezmyślnie wpatrują się we wszystko co widzą w telewizji Viva Polska?

Pablopavo: Ja nie sadzę, żeby byli to młodzi, niemyślący ludzie. Zawsze ludzie byli omamiani telewizją, czy radiem i to co było w radiu czy telewizji było najbardziej popularne. Natomiast nie mamy żadnej misji, żeby odciągnąć ich i dać im dobrą nowinę. Robimy swoją „dobrą nowinę” i jeśli ktoś się zainteresuje tym, to super. I dzięki Vavamuffin posłucha choćby Juniora Bylesa czy jakiekolwiek bym wymienił teraz nazwisko, to bardzo fajnie. I zacznie się zastanawiać nad życiem. Natomiast generalnie nie mamy takiego założenia, że gramy dla głupców, aby ich uczyć. My gramy dla takich samych ludzi jak my. Nieważne czy ktoś ma 35 lat, czy 17.

Tylko, że w Polsce jest taka tendencja konsumpcyjna i nie chce mi się wierzyć, że mnóstwo ludzi, którzy przyjdą na koncert Vavamuffin zacznie myśleć o tym, co zmienić w swoim życiu.

Pablopavo: Ale nie chodzi, aby to przesłanie przysłoniło wszystko, bo jest wiele spraw. Muzyka to jest zabawa i zawsze tak było. I w punk rocku, i w reggae też. I to jest rozrywka dla ludzi. Drugi poziom to jest to, że są gdzieś słowa. One mogą być mądrzejsze, albo głupsze. My się staramy, żeby były mądrzejsze, ale żeby nie były równocześnie wymądrzone. Nie jesteśmy jakimiś prorokami, którzy przychodzą do ludzi i objawiają nagle jakieś prawdy. Jest jeszcze jakiś trzeci poziom, czwarty, piąty i szósty, i to są części składowe. Ja myślę, że żaden zespół, ja przynajmniej nie znam, może są jakieś, które ewangelizują, kalkulują, że wychodząc na scenę chcą zrobić dokładnie to i to, z czyjąś duszą i czyimś mózgiem. To jest absurd.

Czyli chcecie się dobrze bawić?

Pablopavo: Tak. A przy okazji opowiadać fajne historie. Chcemy, aby te wszystkie poziomy działały w dobrą stronę…

Gorg: …i przy okazji nie przykładać się do niczego złego.

Pablopavo: Nie śpiewamy o paleniu gejów. Nie śpiewamy o biciu kogokolwiek i tak dalej. Nie oznacza to, że jesteśmy świętymi ludźmi. Ale po prostu jeśli już robimy coś takiego, że ludzie mają nastawione uszy, to chcemy, aby do tych uszu wpadało coś, co ma jakikolwiek sens. A zabawa jest oczywiście bardzo ważna. Zabawa jest bardzo niedocenianą sprawą. Gdyby się wszyscy umieli bardzo dobrze bawić, a nie tylko najebać i bić, to bylibyśmy szczęśliwi, a żadna filozofia nie byłaby potrzebna.

Jak się z tym wszystkim startowało? Bo Vavamuffin jest pierwszym, co prawda, rasowym polskim zespołem raggamuffin. Był Raggattack, który miewał brzmienia…

Gorg: …ja pierwszy skład, który pamiętam, to olsztyński The Ujadals na koncercie w kinie „Tęcza” z okazji rocznicy stanu wojennego zorganizowanej przez Praffdatę. Wystąpiło The Ujadals i to było pewne objawienie. Punk rockowy de facto skład – bas, perka, gitarka i gitarzysta nawijający. Był też jeszcze Kaman i Miki Mausoleum.

Pablopavo: Gorgu nie chce powiedzieć pewnych spraw, to ja je powiem. W momencie kiedy był zespół Raggattack, to była też Transmisja. Były bandy, które robiły powoli takie rzeczy. Był też O.K. System… Nam było łatwo. Nie w tym sensie, że trafiliśmy na coś gotowego, ale my byliśmy już w tym momencie, kiedy więcej ludzi miało dostęp do płyty Buju Bantona niż pięć lat temu. No i było naturalne, że szukali polskiego odpowiednika. I nam na pewno było łatwiej niż Raggattackowi. Chociaż my gramy inną muzykę niż Raggattack, mieliśmy trochę inne założenia. Ja myślę, że to jest fantastyczne, że na Vavamuffin przychodzą ludzie, którzy na co dzień słuchają hip-hopu i którzy na co dzień słuchają reggae, także tego klasycznego jak Basstion choćby.

Jacy ludzie przychodzą na koncerty Vavamuffin?

Pablopavo: Tacy (pokazuje maciupeńki odcinek na palcach, co ma pewno oznaczać, że mali).

Gorg: A czasem tacy (pokazuje większy odcinek). Bardzo różnie, ale nieprzypadkowi. Przychodzą ludzie, którzy słuchają reggae przychodzą ludzie, którzy słuchają hip-hopu, ale nie są hip-hopowcami. Przychodzą ludzie, którzy lubią posłuchać sobie muzyki do tańca, a nie lubią się wkładać w jakiekolwiek szufladki. Nie są funkowcami, nie są dancehallowcami. Ja nie wiem, czy jest jednoznaczna nazwa. Nie widzę takiego wspólnego mianownika.

Pablopavo: Przychodzą ludzie, którzy chcą sobie posłuchać Vavamuffin, bo im kolega powiedział, że Vavamuffin jest fajne, bo nas nie ma w radiu, nie ma w telewizji.

Czy się nie zastanawialiście nad tym swoistym fenomenem, że już wszyscy po tych niewielu mimo wszystko koncertach zaczynają się domagać nagrań, płyt, koncertów?

Pablopavo: Po pierwsze to jest novum. Nie było czegoś takiego i było na to zapotrzebowanie. Po drugie, powiem nieskromnie, że to jest po prostu fajny zespół. Po trzecie nieprawda, że zagraliśmy mało koncertów. W zeszłym roku mało było weekendów, że byliśmy w Warszawie, a jak tam byliśmy, to graliśmy. A jak nie graliśmy z Vavamuffin, to graliśmy ze Zjednoczeniem, bo to jest tak, że to wszystko działa w jednym – scena sound systemowa, na której działamy z Reggaeneratorem i czasem Gorgiem, jest jeszcze zespół rootsowy Magara i to się zrobił taki ansamble. Ale ja i tak jestem w szoku. Kiedy graliśmy pierwszy koncert ja się nie spodziewałem, że rok później, kiedy graliśmy na „Afryce” będą do mnie podchodzić ludzie i narzekać, ile trzeba czekać na płytę. I to nie podchodzi jedna osoba, tylko dwie.

Co się stało z tym Wielkim Joł, z tymi zapowiedziami, że będziecie dla nich nagrywać?

Gorg: Mają się dobrze. Wydaje mi się, że oni mają inny target. Oni chcą działać trochę na innym rynku. My nie bylibyśmy najważniejszą produkcją, tylko którąś tam z kolei. My w Wielkim Joł nie byliśmy najważniejszym klientem.

A dla Karrot Komando będziecie?

Gorg: Na najbliższych kilka miesięcy na pewno tak.

Pablopavo: Jedną z trzech najważniejszych, a nie dziesięciu pomniejszych. Poza tym my się rozstaliśmy z Wielkim Joł w zgodzie. Po prostu nie doszliśmy do porozumienia. Trochę mieliśmy pretensje, że oni wrzucili do Internetu informację, że wszystko jest zaklepane, kiedy jeszcze zaklepane nie było. Jesteśmy nadal kolegami. A Wielkie Joł będzie wydawało Dreadsquad, czyli będzie szło w kierunku tym stricte dancehallowym. My troszkę i ze względu na teksty, nie ubliżając Dreadsquadowi, bardzo dobrej załodze, idziemy w innym kierunku.

Jaka to płyta?

Pablopavo: Dziwna. Obawiam się, może nie powinienem o tym mówić, że jest odrobinę niespójna. Bo tam jest wielki ogrom inspiracji, która do nas przyszła. Chodzi mi o lata jamajskiej muzyki. Oczywiście to jest reggae, raggamuffin, nawijanie na podkładach takich bądź innych, ale jest tam trochę muzyki z końca lat 70., trochę z lat 80., 90. i trochę współczesnej. Zawsze to jest tak z pierwszą płytą, że chcesz jak najwięcej zaczepić. Dopiero później to wychodzi, czy to było tak do końca spójne, czy nie. Natomiast stwierdziliśmy, że zrobimy to tak, bo zamykamy pewien rozdział – 2 lata istnienia zespołu, grania koncertów i tak dalej. Więc ta płyta będzie z jednej strony nowoczesna, a z drugiej strony będzie coś takiego, czego w Polsce jeszcze nigdy nie było – choćby granie tak jak reggae grano w latach 70., na elektronicznych brzmieniach. W Polsce był albo roots, albo nowsze rzeczy.

Znawcy mówią, że bas dobrze chodzi na tej płycie…

Primobel: Te rzeczy, które nagraliśmy w studiu… jesteśmy z nich zadowoleni. To co zrobiliśmy, to jest dobrze zrobione.

A właśnie. Czy w raggamuffin jest tak jak w całym reggae, że przede wszystkim liczy się bas?

Pablopavo: Tak. Ustawiał nas Tomek i bardzo dobrze nas ustawił. Pomagał nam Mario Dziurex i nie wiem, czy jest lepszy w Polsce specjalista od basu. Na razie jest tak, że czujesz te mrówki w podeszwach. Raggamuffin to jest odmiana reggae, więc bas jest tam najważniejszy. Jeśli gra sekcja rytmiczna dobrze, to już reszta może być byle jaka.

Nie macie problemów związanych z tym, że wielu z was uczestniczy w różnych projektach muzycznych? To nie powoduje, że jest chaos, że trzeba z różnych części kraju się zjechać i zagrać?

Gorg: Ja mam problem z tym, że część publiczności będzie się domagała znów utworów Transmisji. Coś trzeba z tym zrobić. Jeszcze nie wiem do końca co.

Pablopavo: To jest kłopot, że ja wracam dziś o 8.00 rano do Warszawy z Lublina, gdzie grałem z sound systemem, a o 9.00 wsiadam do samochodu, żeby przyjechać tutaj. Primo siedzi we Wrocławiu. Każdy ma jeszcze tysiąc projektów, ale z drugiej strony to jest też taka promocja szeptana. Jak ktoś widział Zjednoczenie, Reggaeneratora, czy Gorga, to potem jest szansa, że przyjdzie na Vavamuffin, bo wie, że to jest coś związanego.

Czy zatem rok 2005 będzie należał do Vavamuffin?

Pablopavo: Ja myślę, że będzie należał do coraz lepszych polskich kapel reggae, które słychać tutaj. Ja wiem, że to brzmi jak przemówienie wyborcze, ale z roku na rok poziom się podnosi. To co na przykład zagrał Duberman to był fantastyczny koncert. Czy Africonnect – młodzi chłopcy z Brzegu, którzy mają po 19 lat, a tak naprawdę, to oni mogą już spokojnie wydać płytę. Nie będzie żadnego obciachu i to będzie bardzo fajna, nowoczesna płyta reggae. Więc ja mam nadzieję, że 2005 rok będzie należał do nas, do nich i jeszcze do kilku innych składów. Oczywiście, my chcemy sprzedać 100 tysięcy płyt i każdy kto będzie to czytał kupi sobie przynajmniej pięć.

Tak wam dopomóż Jah!

Pablopavo: Ya man!

Wywiad ukazał się w magazynie Free Colours nr 0.

DODAJ KOMENTARZ