Junior Kelly
„Red Pond”
(VP Records, 2010)

Aż pięć lat Junior Kelly kazał nam czekać na nową płytę, ale było warto. Artysta wraca w wielkim stylu, wspomagany przez samą Firehouse Crew i zajmuje należne mu miejsce wśród najlepszych modern rootsowych wokalistów. Pozwala też na nowo uwierzyć w muzykę z Jamajki wszystkim tym, którzy wiarę utracili w epoce pogańskiego auto tune’a i haseł typu „Rasta Got Coke”, parafrazujących tytuł ostatniej płyty Buju Bantona.

Junior Kelly ma niezwykły dar do formułowania prostych, ale niezwykle dobitnych i mądrych sentencji, „wytrychów”, które uderzają prosto w serce i wywołują u człowieka poruszenie. Ale czym byłyby najlepsze teksty bez odpowiedniego wokalu? Ten zmienia się w zależności od potrzeby chwili. W balladach jest melodyjny i aksamitny (doskonałe, ocierające się o hip-hop „She’s Gone” z Lukie’m D), by stać się ostrym i agresywnym w takich piosenkach jak „Murderer”.

Stawia na jasny i klarowny przekaz: miłość, szacunek, życie w zgodzie i harmonii ze światem i z samym sobą („Believe In Yourself”, „Real Love”, osadzone na riddimie „Like Mountain” – „One Bright Day”)…

Brzmi infantylnie? Ale uwierzcie, że po przesłuchaniu „Red Pond” dojdziecie do wniosku, że właśnie tego wam brakowało.

Łykasz Rybak

Recenzja ukazała się w magazynie Free Colours nr 14

KONOPIANS – Ironya Somatya

(CD, Muzystan, 2025) Czeladzianie straszelnie długo kazali nam czekać na swój nowy krążek. Kiedy rozmawiałem...

BURNING SPEAR  Włócznia wciąż płonie…

Po raz trzeci w historii, legenda światowego ruchu roots reggae BURNING SPEAR odwiedzi nasz...

ComeYah Miłośnicy wschodu

Ten zespół jest tegoroczną rewelacją za sprawą swojego debiutanckiego albumu. Znawcy już oceniają, że...

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj