Admiral T „Instinct Admiral”

0
665
Admiral T
„Instinct Admiral”
(Don’s Music, 2010)

Jesteście zmęczeni dancehallowcami z Jamajki? Sięgnijcie po trzeci album Admirala T, który niejednego zawodnika z Wyspy kładzie na łopatki i do tego po francusku. Pochodzącego z Gwadelupy nawijacza wyróżnia przede wszystkim nienaganna dykcja i szybkość, z jaką wyrzuca z siebie poszczególne frazy, które zlewają się we frazy, brzmiące niczym serie z karabinu maszynowego („Phénoménal”, „Gladiator” ).

Admiral w strzelaniu jest bezbłędny – w żadnym utworze nie słychać ani krzty zadyszki czy zawahania. Nieco słabiej wypada za to w niektórych wolniejszych numerach, gdzie postawił na śpiew. We francuskim światku reggae Admiral T podobnie jak Lord Kossity ma status prawdziwej gwiazdy, co wiąże się z przywilejem współpracy z topowymi Jamajczykami. I tak w energetycznym „Hands Up” (kto wie czy nie najlepszy utwór na płycie) pojawia się Busy Signal, a Machel Montano śpiewa w osadzonym w stylistyce soca (a jakże) „Like Its Carnival”.

Skład uzupełniają około frankofońscy artyści (z naciskiem na kobiety), m.in.: Fanny J (niezły duet w „Bay Love”) i Awa Imani (najładniejsza spośród reggae’owych kompozycji „J’Ai Besoin D’y Croire”). Nie jest to przełomowa pozycja, ale rzecz solidna, mocno osadzona w nurcie francuskiego reggae. Bezpośrednio nawiązuje też do trendów producenckich, panujących na Jamajce oraz do tradycji muzycznych z sąsiednich Małych Antyli.

Łykasz Rybak

Recenzja ukazała się w magazynie Free Colours nr 14

DODAJ KOMENTARZ