Bas Tajpan: Lepsze jutro zaczęło się już dziś

0
1896

Ma mnóstwo zwolenników i sporo przeciwników. Śląski wokalista po ponad dziesięciu latach śpiewania i sławie zdobytej dzięki koncertom oraz publikowanym w sieci piosenkom, podsumowuje dekadę albumem „Korzenie i kultura”.

rozmawiał: Jarek Hejenkowski

Niektórzy mogą się pogubić, bo odbierali album Fandango Gang jako twój debiut. Jaka jest różnica między tym albumem, a najnowszym?

Fandango Gang nagraliśmy razem z Miuoshem a „Korzenie i Kultura” to wyłącznie mój album w sensie, że poza gościnnym występem nie ma tam więcej Miuosha. Poza tym Fandango w większości produkował i realizował Miuosh, a mój album wyprodukował Bob One.

To tak przy okazji, skąd to określenie Fandango Gang?

Bardziej nazwa, niż określenie. Fandango to hiszpański taniec ludowy, którego rytm dobrze oddaje nasze ulubione rytmy, a Gang to zbiór ludzi których interesy i poglądy są zbliżone (uśmiech). Stąd nazwa Fandango Gang.

Teraz materia delikatniejsza. Zdajesz sobie sprawę z faktu, że twoje starsze piosenki wciąż budzą skrajne emocje?

W pełni Wysoki Sądzie (uśmiech).

No to jak się z tym czujesz? Nie fajniej byłoby śpiewać o rzeczach, które nie rodzą uczuć od poparcia po dużą niechęć?

Wiesz co, wypowiadałem się na ten temat już wiele razy. Jestem jaki jestem, a to czy budzi skrajne emocje? Dobrze, że budzi emocje. Wydaje mi się, że trochę zatrzymaliście się w pewnym momencie i nie możecie ruszyć dalej, bo od tamtej pory nagrałem wiele rzeczy i nikt o nie nie pyta, tylko o mój stosunek do homoseksualizmu. Dlaczego na przykład nie interesuje cię, co chciałem wyrazić poprzez kawałek „10 przykazań miłości” czy „3 życzenia”? Jeżeli bardzo zależy to mogę jeszcze raz mówić to samo, ale chyba nie o to tu chodzi?

Przepraszam, nie zaznaczyłem, że chciałbym, żeby rozmowa była nie tylko o płycie, ale także o tobie ogólnie.

Jestem przeciwnikiem agresji. Nie chcę palić homoseksualistów, czy kogokolwiek innego. Nigdy nie poprę adopcji dzieci przez homoseksualistów czy upubliczniania się ze swoją orientacją. Ale nie mam zamiaru nikomu zaglądać pod tak zwaną „pierzynę”. To co robi w domu, to jego sprawa i jeżeli nie robi tym nikomu krzywdy, to jest ok. Kumasz?

Kumam. Bo właśnie chciałem dopowiedzieć, że twoje nowe piosenki są mniej radykalne, czasem mocno liryczne. Taki był zamysł, czy to jakoś samo wyszło?

Wiesz, każdy dorasta i tylko krowa przez całe życie się nie zmienia. A co do radykalizacji, to są tak samo radykalne jak tamte, tylko odniesienie jest nieco inne (śmiech). Mam określony światopogląd i przedstawiam go w swoich kawałkach, a czy jest to radykalne stanowisko do świata, czy nie, to już pozostawiam moim odbiorcom.

Jeszcze o nowych tekstach. Udało się tobie wreszcie pojechać do Ameryki?

Niestety nie (śmiech). Ale to bardziej jest opis paranoi amerykańskich urzędników w stosunku do ludzi takich jak ja i stanowiska USA co do wiz dla Polaków, niż chęci wyjazdu tam. Jakoś nie pali mi się. Pewnie zwiedzić bym chciał, ale nie jest to priorytet. Bardziej chodzi mi o to, że odwalamy za nich czarną robotę w krajach, które okupują, a oni traktują nas jak ludzi drugiej kategorii.

No właśnie chciałem wtrącić, że to w sumie dziwne, że popieramy USA w tylu misjach militarnych, a nawet do nich na wakacje wyjechać bez wizy nie można.

No tak bratku, mega paranoja! Mój kumpel, który tam legalnie płaci podatki, nie może założyć firmy, bo jest z kraju, który nie ma wjazdu bezwizowego. Uważam tę politykę za dużą niesprawiedliwość.

W sumie trochę na albumie dywagacji politycznych. Śledzisz to wszystko, czy już szkoda czasu?

Już mi szkoda czasu. Uważam, że nasi politycy bawią się w odwracanie uwagi społeczeństwa od spraw istotnych fundując nam takie kabarety jak sprawa krzyża czy zamykanie dopalaczy. Uważam dopalacze za coś złego, tylko nie rozumiem jednej sprawy: Czy jak je otwierano, to były mniej szkodliwe? A poza tym te dwie sprawy dziwnie się zbiegają z podniesieniem podatku Vat i odejściem posła Palikota z Platformy. To też wina mediów, ponieważ jawnie manipulują informacją. Jedne sprawy są wyjaskrawiane, na przykład sprawa krzyża, a inne pomijane, jak Vat.

A na wybory chodzisz? Zbliżają się samorządowe. Podejrzewam, że u siebie jesteś na tyle popularny, że może dostałbyś mandat radnego…

Chodzę na wybory, bo uważam to za mój społeczny obowiązek, a to że najczęściej wybieram opcję „mniejsze zło” to już inna sprawa. Nawet ostatnio zaproponowano mi kandydowanie, ale nawet się nad tym nie zastanawiałem, ponieważ brzydzi mnie to warcholstwo polityczne i uważam, ze ogólne skurwienie i zdebilnienie naszej sceny politycznej mogło by mnie ubrudzić niezmywalnie (śmiech).

Czyli nie znajdziemy raczej nigdy w Dąbrowie Górniczej ulotek „głosuj na Bas Tajpana”?

Na pewno nie. Nie interesuje mnie realizowanie się przez politykierstwo i chamstwo, czy kołtunerię. Ja mam muzykę i przy niej pozostaję, a nie jest dobrze łączyć czegoś tak obrzydliwego i uwłaczającego jak politykowanie z czymś tak pięknym i ideowym jak rytm i dźwięk.

No to skoro jesteśmy przy tej złej stronie mocy. Tak źle z Polakami jest, że śpiewasz, że nie wiadomo, co zrobią z demokracją i sugerujesz, bo coś spieprzyliśmy („Wolna wola”). Ludzie to stonki, a ludzkość to kolka świata?

Ooo, kolega redaktor się przygotował (śmiech). To bardziej metafora. Nie uważam, że jest z nami tak tragicznie. Uważam, ze mamy bardzo krótki staż z tak zwaną współczesną demokracją, stad popełniamy błędy łapiąc się na haczyk populizmu i demagogii. Ale liczę na to, że lepsze jutro zaczęło się już dziś i że ludzie dorosną do tego, że demokracja to nie tylko wymagania w stosunku wyborca-wybrany, ale też odpowiedzialność co do wyboru. A co do ludzkości… No wygląda to raczej tragicznie, bo mieliśmy szczęście urodzić się w dość bogatym miejscu bardzo biednego świata i to nie biednego, bo brak mu surowców czy dóbr, ale biednego, bo podział jest nierówny. Większość ludzkości niestety żyje w skrajnej nędzy. Marzeniem większości na tej planecie nie jest duży dom, nowe auto czy podwyżka, ale porządny posiłek i to, by być w końcu traktowanym jak człowiek, a nie jak przydrożny kurz. Rozumiesz, o co mi chodzi? Jak to powiedział kiedyś Jego Cesarski Majestat Król Królów Haile Selassie I, wojna będzie trwać dopóki, dopóty nie zmieni się stosunek bliźniego wobec bliźniego, dopóty kolor skóry nie będzie równie nieistotny, co kolor oczu.

No ale wielu tych przedstawicieli „przydrożnego kurzu” stało się nimi na własne życzenie. Przecież sporo jest w Polsce takich ludzi, którzy wyszli z nizin społecznych, bo po prostu bardzo chcieli.

Oczywiście, że tak. Wiesz, nienawidzę stanowiska „nie robię, bo się ujebię”. Uważam, że każdy jest kowalem własnego losu, tylko trzeba mu dać możliwości do rozwoju i godne warunki pracy. Wielu jest takich, którzy mówią, że jest im źle nic nie robiąc, by ta sytuacja uległa jakiejkolwiek zmianie. Ale liczę też na to, że dzięki rozwojowi społeczeństwa, wkrótce się to zmieni. Jestem za społeczeństwem równych ludzi i równych szans.

Ale rozumiem, że te „równe szanse” oceniasz jako zupełnie odmienne, niż te oferowane nam za komuny?

Jestem zdecydowanym antykomunistą. Poza tym za tak zwanej komuny nie było równych szans. Komuna wykształciła w nas to, że cały czas czekamy, że ktoś nam coś da i że można robić byle jak. 50 lat tego dziadostwa pokutuje do dziś. Mówię o równych szansach dostępu do edukacji i zatrudnienia. Mówię o tym, żeby w ludziach wyrabiać chęć do samorealizacji, żeby budzić ambicje nie te chore, tylko zdrową ambicję do osiągnięcia lepszego życia, nie tylko materialnego, ale przede wszystkim duchowego, bo zdrowy duch uzdrowi materię (uśmiech).

Dobra, podywagowaliśmy, więc wracamy do płyty. Jest gdzieś na twoim osiedlu dąb będący pierwowzorem piosenki?

Bratku, ja jestem człowiekiem lasu wychowanym na osiedlu. Wiem, brzmi to dziwnie, ale to prawda. Wychowałem się na „pięknym” postgierkowskim osiedlu niedaleko Huty Katowice. Piękny pomnik industrializacji (śmiech). Ale zawsze ciągnęło mnie poza bloki na tak zwane łono przyrody. Dąb, o którym mówię, może być wszędzie. Dąb jest metaforą. A tak poza tym co sadzisz o tej piosence?

Fajna opowiastka, trochę kojarząca mi się z powieściami Kraszewskiego.

Tu mnie trochę zaskoczyłeś. (śmiech)

fc-15-bas-tajpan-02-fot-b2o

Przed wydaniem „Korzeni i Kultury” prowadziłeś video dziennik. Czy wymagało to jakiejś samodyscypliny i jakie są z pespektywy czasu wrażenia z netowego odpowiednika „Plastusiowego pamiętnika”?

Jak pewnie zorientowałeś się po częstotliwości owego dziennika, samodyscyplina to była ta część brakująca (śmiech). A jak wrażenia? Miło było być Plastusiem (śmiech).

Na „Korzeniach i Kulturze”, szczególnie jej początku, jest sporo rytmów bardziej hip-hopowych niż reggae’owych. Czyli wspomnienia z początków twojego śpiewania?

Dokładnie tak. Specjalnie tak ułożyłem tracklistę. Na „Korzeniach i Kulturze” ogólnie jest dużo rapu, a to dlatego, że już wiem, że cała ta płyta pójdzie do remiksu i wkrótce dostaniecie wersje dustepowe, dubowe, junglowe i sam jeszcze w sumie nie wiem jakie, bo to zależy od producentów i ich wizji. A zaraz później wypuszczę mixtape, na którym będą tylko riddimy modern rootsowe i klasyczne. Więc chciałem, żeby płyta była taka bardziej przekrojowa.

Ale jest nie tylko rap, ale też nawet nowoczesny dancehall, z którym wcześniej tobie nie było chyba zbyt często po drodze.

Dlatego mówię, ze chciałem, żeby album był przekrojowy.

Zaznaczałeś, że twoja płyta jest dla tych, którzy mają „otwarte banie”. Czyli nastawieni na stary styl ludzie, którzy jej jeszcze nie słyszeli, mogą się zdziwić?

Tak jak już mówiłem, wszystko jest płynne i wszystko pozostaje w ruchu. podlega ciągłym zmianom. Nie można cały czas robić tego samego, choćby po to, żeby samemu się nie zanudzić. A czy ludzie mogą się zdziwić? Mam nadzieję, że się miło zaskoczą.

Zetknąłem się z opiniami bardzo chwalącymi płytę za rytmy.

A to już pochwały dla Bob One’a, Balomana, Robaka i Kosy, bo to oni wyprodukowali muzykę na tę płytę.

Masz już jakiś odzew na to, co jest na płycie? Reakcje innych muzyków, słuchaczy?

Ciężko o tym na razie mówić. Widzę i słyszę na koncertach, że ludzie już znają nowe kawałki, wiec to jest chyba najlepszy odzew. A tak poza tym, to czytam komentarze na Youtubie czy innych mediach internetowych. Co do reakcji moich kolegów ze sceny, to też raczej pozytywny odbiór.

Cały album udostępniliście do odsłuchu w sieci. To dość ryzykowny pomysł.

Nie boję się ryzyka. Internet to najszybciej rozwijający się produkt, więc trzeba korzystać z nowości. Kto ma kupić płytę i tak ją kupi, a kto ją sobie chce tylko ściągnąć, to i tak to zrobi. Mam tylko nadzieję, że dotarł do mp3 lepszej jakości, niż ripy z Youtube.

Jeszcze o tytule. „Korzenie i kultura” czyli roots & culture to raczej mało odkrywczy pomysł… Wydawnictw o takich tytułach było już trochę. Były jakieś inne koncepcje na tytuł?

Od początku chciałem, żeby ta płyta się tak nazywała. Pierwszym kawałkiem, jaki na nią nagraliśmy z Bobem, był „Korzenie i kultura”. Pierwszy klip to „Korzenie i kultura”. Nie chodziło tu o oryginalność pomysłu na tytuł, tylko o tytuł który odda treść tego albumu i według mnie udało się. Poza tym w niektórych kwestiach nie ma co przesadzać z oryginalnością, skoro stare wzorce dobrze oddają sens.

W Twoich piosenkach jest sporo odwołań do Biblii. Naprawdę ją czytasz?

Nie. Wszystko, co piszę, opieram na telewizji (śmiech). Żart. Tak, znam Biblię. Ale znam również wiele innych starożytnych pism, nie tylko z szeroko pojętej kultury judeochrześcijańskiej i je również czytam i wykorzystuję w tekstach.

Czy Biblia może stać się źródłem inspiracji dla zwykłych ludzi, którzy nie śpiewają, nie wykładają?

Pewnie, że tak. Jest w niej wiele uniwersalnych prawd, więc może inspirować i inspiruje wielu ludzi na tym świecie, nie tylko wokalistów, muzyków czy artystów.

Na koniec. Czy ktoś oprócz bliskich mówi jeszcze do ciebie po imieniu? Bo strasznie mało ludzi chyba kojarzy Cię z imienia, a wszyscy z pseudonimu.

Mam wielu przyjaciół, którzy są ze mną, odkąd pamiętam i wszyscy mówią do mnie po imieniu, więc nie mam jakichś problemów z tożsamością (śmiech).

A jak masz na imię?

Damian.

Wywiad ukazał się w magazynie Free Colours nr 15.

DODAJ KOMENTARZ