Hedzoleh „Hedzoleh Soundz”

0
652
Hedzoleh „Hedzoleh Soundz”
(Soundway, CD, 2010)

Koneserom afro-jazzu doskonale znana jest, z gorączką poszukiwana przez kolekcjonerów, płyta Hugh Masekeli „Introducing Hedzoleh Soundz” (1973). Zespół Hedzoleh został przez niego wyłapany w klubie „Napoleon” podczas trasy koncertowej po Ghanie i wkrótce stał się jego zespołem studyjnym, z którym Masekela nagrał powyższą oraz następną płytę, „I Am Not Afraid” (1974) dla Blue Thumb Records. Sam album „Hezdoleh Soundz”, będący instrumentalnym pierwowzorem dla jego dzieła, zniknął zaś z oczu na niemal trzydzieści lat.

Oryginalnie założony przez tajemniczego producenta Faisala Helwaniego w 1972, Hedzoleh składał się z muzyków wcześniej grających w grupach afro-rockowych, highlife’owych i afro-popowych tj. The Aliens i El Pollos. Zespołowi udało się nagrać w ciągu roku dwa single 7’’ dla lokalnego labela Bibini, z których jeden – „Rekpete” zarezonował jako mały hit. Ponadto, niewiele wiadomo o samej grupie i większość informacji spoczywa sobie spokojnie w skrzyni tajemnic.

Sam album „Hedzoleh Soundz” (1973) został nagrany w studiu EMI, w Lagos i prezentował bardzo wówczas popularny styl w Ghanie, łączący elementy tradycyjnych rytmów i pieśni z afro-rockowym feelingiem. Na płycie można usłyszeć dość nietypowe dla Ghany instrumentarium, na które składa się min. flet i drumla. Szczególnie starannie partie tych instrumentów wyprodukowane są w kawałku „Omusu Da Fe M’Musu”. Mamy tutaj raczej do czynienia ze średnim tempem (rytmami granymi w popularnym metrum 3/4), co nie wyklucza tego, że na żywo te same kawałki mogły być grane dwa razy szybciej. Duży nacisk położony został też na przestrzeń, która wykorzystywana jest do solówek gitarowych, przypominających wczesnego Carlosa Santanę. Nieco bardziej tradycyjny charakter posiada kawałek „Hedzoleh!”, w którym słyszymy także mbirę (porównania z Konono No 1 są na miejscu). To nie jest płyta wybitna, ale może spodobać się koneserom, preferującym spokojniejsze oblicza muzyki zachodnio afrykańskiej.

Konrad Szlendak

Recenzja ukazała się w magazynie Free Colours nr 14

DODAJ KOMENTARZ