Panda Dub „Black Bamboo”

0
681
Panda Dub
„Black Bamboo”
(Original Dub Gathering, 2010)

O Selassie! Chwalmy dzień w którym szarpnąłem z sieci ten album. I to zupełnie legalnie, bo wydał go popularny francuski NetLabel ODG. Francuzi zawsze mieli czuja do muzyki elektronicznej.

Duby robione przez Pandę z Lyonu są bardzo konkretne. Nie brakuje im melodii, miotają basem jak Zawisza toporem. W znacznej mierze usłyszycie na tej płycie steppers i elektro dub zmontowany na BeatMakerze z iście japońską cyfrową precyzją. W muzyce młodego producenta słuchać wpływy Manutension i Improvisators Dub.

Zresztą trybucik dla tych pierwszych znajdziecie na płycie. Album jest bardzo transowy. Miejscami wyczuwalne są delikatne naleciałości etniczne („In Dub We Trust” „La Chasse auf Papillons”), ale wszystko jest tutaj podane dosyć surowo. Miejscami pojawiają się wszechobecne w dubstepie wobble basy („Three Ways Choose One” „Axion Esti 3.0”). Płyta świetnie sprawdza się na słuchawkach – zapewnia odpływ od cielesności i przypływ energii duchowej jednocześnie.

Jedyny minus – trwa tylko 45 minut. Ale może na początek to wystarczy – zanęta zarzucona, pozostaje czekać na kolejne produkcje Pandy. A Wy koniecznie prześledźcie pełen katalog ODG, bo jest w czym wybierać, a poza tą produkcją artysty znajdziecie jeszcze jedną, również wartą zauważenia.

Bozo

Recenzja ukazała się w magazynie Free Colours nr 14

DODAJ KOMENTARZ