Rita Marley, Hettie Jones „No Woman No Cry – Moje Życie z Bobem Marleyem”

0
589
Rita Marley, Hettie Jones
„No Woman No Cry – Moje Życie z Bobem Marleyem”
(Axix Mundi, 2010)

Gdy się dowiedziałem, że w Polsce ukaże się biografia Rity Marley, zadawałem sobie pytanie, pewnie jak większość zainteresowanych, co za sensacji można się spodziewać, co ujawni żona króla reggae, wreszcie kto będzie tłumaczył tę książkę. Dziś już łatwo stwierdzić, że każde z pytań znalazło właściwą odpowiedź. Tłumaczenie książki jest świetnie wykonaną pracą, bowiem każdy jest w stanie poradzić sobie ze zrozumieniem zawiłości jamajskich stosunków rodzinnych, o których tu między innymi mowa. Osoba Michała Lubay’a Lubiszewskiego stanowi również gwarancję na właściwe odczytanie patois, czyli specyficznego dialektu karaibskiej wyspy. Dlatego jestem przekonany, że rodzime wydanie biografii Rity nie odbiega emocjonalnie od swego pierwowzoru.

Gdy przyjrzymy się treści książki, to doszukamy się w niej pięknej opowieści o życiu jamajskiej kobiety, której chętnie wysłuchałoby się na werandzie w domu przy Hope Road 56 lub jeszcze lepiej na Windsor Lodge 15 w Bull Bay, przy aromacie kawy „Blue Mountain” lub czymś jeszcze… To historia zmagań z przeciwnościami, a jednocześnie uduchowiony dokument, którego tłem jest los żony legendarnego artysty. Nie ukrywam, że chłonąłem niniejszą biografię w zawrotnym tempie, bo lekkość narracji oraz zwykła ciekawość przykuwała uwagę. Z każdą stroną oddalała się chęć poszukiwania sensacji, chociaż Rita nie omijała tematu licznych romansów swego męża, to jednak nie czyniła tego w formie bulwarowych pretensji rodem z prasy kolorowej, sama też przyznaje się do własnych sympatii, ale nie poświęca tej tematyce zbyt wiele miejsca.

Jedno, co może komplikować czytelnikowi orientację w książce, to skoki chronologiczne, ale ten drobny mankament nie jest wstanie zatrzeć ogólnie pozytywnego wrażenia. Mylne również może być przekonanie, że biografia Rity Marley zalicza się do literatury przeznaczonej tylko dla kobiet, bo to może zasugerować tytuł cyklu: „Kobieca Strona Medalu”. Wręcz przeciwnie. Warto także dodać, że chociaż w tle, to wraz z życiem Rity poznajemy historię The Wailers. Przedstawioną z innej nieco perspektywy. Odrobinę kontrowersyjnie, ale szczerość bijąca ze stron książki przypomina jakby rozmowę w cztery oczy. Cennym elementem są także zdjęcia i, jak zwykle fachowe, słowo wstępne Sławomira Gołaszewskiego.

Przypuszczam, że wielu czytelników będzie szukać porównań tej książki z wydaną nie tak dawno w naszym kraju biografią Marleya autorstwa Timothy White’a. Nie uniknąłem i ja tego błędu, bowiem podjęcie takiej próby ogranicza treść obu wydawnictw tylko do życiorysu króla reggae, gubiąc po drodze aspekty kulturowe i społeczne. Warto również zwrócić uwagę, że White napisał swą książkę z dużym ładunkiem mistycznego kultu Marley’a, jako ikony muzycznej i ruchu Rastafari, czasem odnosi się wrażenie, jakoby były to słowa rozentuzjazmowanego fana, natomiast Rita posługuje się zwyczajną kobiecą wrażliwością podpartą literacką wiedzą Hettie Jones. Weryfikacja tej opinii może nastąpić tylko w jeden właściwy sobie sposób, sięgnięcia po obie książki, do czego gorąco zachęcam.

I&Igor

Recenzja ukazała się w magazynie Free Colours nr 14

DODAJ KOMENTARZ