Senk Że: Teraz rybia grypa

0
635
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W oddali od szumnie reklamowanych wydarzeń muzycznych stołeczny zespół dawniej nazywający się Cinq G nagrał swoją najlepszą płytę. Opowiada o niej Tomek „Radikal Irie” Konca.

Jarek Hejenkowski

 

To druga wersja nazwy zespołu? Cinq G się znudziło? Wyczerpała się konwencja?
Zmiana nazwy wyniknęła z tego, że większość osób miała kłopoty z poprawną jej wymową, więc postanowiliśmy to ułatwić. W efekcie ci, którzy nas znali jako Cinq G, teraz mają problemy. Czyli strzeliliśmy sobie w stopę.

Tak przy okazji nazwy skojarzyło mi się, że Etna musiała zmieniać nazwę, bo ten sam pseudonim ma wokalistka disco polo. Z kolei z prostym rytmem disco polo to mi się niezwykle kojarzy początek „Obudź mnie”.
Muzyka disco polo ma niezwykły potencjał i gdyby stuningować te nędzne brzmienia, którymi posługują się artyści disco polo, to moglibyśmy mieć fajne hity. Stąd też nasza wycieczka w tamtą stronę, zresztą nie pierwsza. Na „Jumie” jako ukryty track jest „Wakacyjny Cas” – regularny disco polowy kawałek.

Czy tytuł otwierające piosenki ma jakiś związek z fajnym skądinąd serialem „Ballada o Januszku”? Bo tam też mieli w jednym odcinku zespół…
Kwestia Januszka jest nierozstrzygnięta. Nie wiemy, dlaczego nagraliśmy ten utwór. Niech każdy go interpretuje jak chce.

Rano wstajecie tak wcześnie jak ów Janek z mocnym postanowieniem walki o przyszłość?
Oj tak, codziennie budzimy się z tą myślą (śmiech).

Lubicie bawić się muzycznymi konwencjami. „Sleng teng” na „Arii avarii”, a za chwilę na „Muzycznym elektrowstrząsie” klasyczne roots. To element szokowania?
Nie chodzi nam o żaden szok, a raczej o żonglerkę stylami. Lubimy się popisywać, jak wiesz i są to raczej tak zwane „loty”.

Czasami odnoszę wrażenie, że stanowicie nie tylko zespół, ale coś a’la kabaret jakim kiedyś była Chumbawamba.
Mamy doskonały kontakt z publicznością, staramy się sami i ich nie nudzić grając znane kawałki, stąd ten cały zamęt na scenie, który niektórym kojarzy się z kabaretem czy innymi świństwami.

Nie sposób się oprzeć wrażeniu, że robicie sobie tak często jaja, że nawet jeśli pojawiają się poważne piosenki, to mogą być zrozumiane opacznie.
Jesteśmy raczej weseli, niż smutni, co nie znaczy, że zawsze mamy być jajcarzami. Staramy się to wyważać, choć nie jest to łatwe.

Nie boicie się, że czasem lekka melodia zaciemnia u was przesłanie? Bo we wspomnianym „Obudź mnie” słowa bardziej przypominają społeczno-polityczne manifesty Masali.
Nie boimy się tego, gdyż jesteśmy zespołem słowno-muzycznym (śmiech). Albo muzyczno-słownym, jak kto woli.

Na „Farmacji zła” poruszanie temat corocznych epidemii. Ptaki i świnie wykorzystano. Jaki gatunek będzie następny?
Myślę, że pojawi się jakaś rybia grypa, bo wszystkie już były i trza z czymś zdanżać.

Lubicie bywać też obrazoburczy, bo tak odbieram fragment o wódce „Papież” dla pokolenia JPII.
To nie ma, moim zdaniem, nic wspólnego z obrazoburczością. To po prostu szczera prawda, każdy to wie…

Choć wykpiwacie w „Arii avarii” polską prowizorkę, to jednak bez niej nie byłoby może o czym śpiewać? Świat poukładany byłby lepszy?
Jest tak, jak Dużus śpiewa. Chyba rzeczywiście to już taki znak rozpoznawczy naszego kraju, a my, Polacy mamy tą niesamowitą umiejętność aklimatyzacji i jesteśmy mistrzami prowizorki i życia w tym stanie.

Ktoś z Bartoszyc już do was dzwonił z pretensjami, że stawiacie ich miejscowość w niekorzystnej sytuacji? Bo Elektryczne Gitary po „Wyszków tonie” miały problemy.
Niestety nie, ale bardzo chcielibyśmy zagrać w Bartoszycach. Kompletnie nie wiemy dlaczego, ale jest tam chyba jakiś magnetyzm, czy coś takiego…

Ile trzeba wypić lub wypalić, aby mieć „pi”, które pozwoli „ścigać się z wiatrem we włosach po koronach drzew”?
To nie kwestia używek, tylko kwestia postrzegania świata, bądź poezji – jak w tym przypadku – to jeden z lepszych wersów Czarnego Piotrka z Iławy… To sygnał, że należy podążać za wrażliwością, a pi samo was znajdzie. I jak już to zrozumiecie, to jest się pi-człowiekiem.

W Warszawie nie da się już funkcjonować bez zabezpieczonego w alarm wielbłąda z immobilizerem, a wścibstwo sąsiadów jest już przysłowiowe?
Jeśli chodzi o kwestię świstania aut czy wielbłądów z warszawskich ulic, to się to bardzo zmieniło. Nie ma juz takiej paranoi, jak parę lat temu, a wynika to stąd, że niedobrzy przestępcy zmienili obszary zainteresowań. Wścibstwo też zanika, jako że stolica stała się anonimowa ze względu na potężną dawkę ludzkości przyjezdnej za chlebem i karierą, ale tak czy inaczej wielbłąd wzrok przyciąga.

Rozumiem, że Elvis Presley mieszka w Polsce w ramach porozumienia z kosmitami znanym z filmu „Man in Black”?
Oczywiście, nie wiemy czy to jest porozumienie znane z filmu MIB. Chyba chodzi raczej o piękno krajobrazu. Zresztą Hendrixa też tam widziano podobno.

Na płycie jest ukryta kompozycja, nieopisana i poprzedzona kilkuminutowym szumem. To nawiązanie do zagrania z debiutanckiego albumu?
Na każdej naszej płycie tak jest (śmiech).

Żyjecie w sumie obok krajowej sceny reggae. Na koncertach zobaczyć was można rzadko, ale płyty wydajecie regularnie. Da się tak funkcjonować?
Jeśli mielibyśmy z tego żyć, to już dawno byśmy byli umarci. Organizatorzy gigów i festiwali raczej nas ignorują, co sprawia nam prawdziwą przykrość, lecz codziennie budzimy się z mocnym postanowieniem walki o przyszłość (śmiech).

A może nie gracie tak często, bo często grając nie da się zachować higieny?
Higiena jest ważna. Dlatego mamy dużą garderobę koncertową.

Nie kusi was zagrać na przykład w Ostródzie?
Autentycznie chcielibyśmy bardzo tam zagrać. Zresztą jak wszędzie.

Byłem zawsze ciekaw, czy słowa piosenek, których u was jest mnóstwo, wszystkie pamiętacie, czy jak Pablopavo korzystacie ze ściągawek?
Bez przesady. Zdarza się, że ktoś coś pomyli, ale bez przesady – żadnych suflerów.

Na okładce to wasze dziary, czy kogoś wypożyczaliście?
Są to dziary wypożyczone od naszego zioma Juniora i jego ludzi, których przy okazji pozdrawiamy.

Na koniec składam reklamację. Zauważam z żalem, że podczas grania Senk Że musiałem lepić pierogi. Same się nie lepiły, choć miały…
Ale jak to? Chyba nas nabierasz, albo źle słuchałeś (śmiech).

Wywiad ukazał się w magazynie Free Colours nr 16.

DODAJ KOMENTARZ