Moritz Records, 2026
Karierę Kellisa Quashie obserwuję z przerwami praktycznie od jej początku na przełomie stuleci. Pamiętam jakim hitem był wydany prawie 25 lat temu “Show Me The Love”. Pamiętam znakomite produkcje z albumu “Freedom Street”. Pamiętam koncerty grane z Austriakami z House of Riddim. Zawsze lubiłem jego głos, który kojarzy mi się z Luciano czy Dennisem Brownem. Zaskoczeniem dla mnie był pandemiczny koncert artysty na Reggae na Piaskach. W 2024 obserwując go na ostrowskiej scenie wespół z Shashamane czułem, że ten projekt może pójść o krok dalej. I tak się stało – JahFreeCan jest pokłosiem tejże współpracy, choć może nadużywam nieco i przeinaczam fakty. Niemniej, ciepłe tegoroczne lato przyniosło do mego domu (dzięki Ras Rolpa!) najnowszy album artysty zrealizowany ze wspomnianym zespołem właśnie. I kiedy słucham tego materiału (już chciałem napisać krążka, ale ku memu zdziwieniu opakowanie wielkości digipacku CD w środku zawiera gustownie przygotowany pendrive), to skojarzenia sprzed lat wróciły. Bardzo sprawnie zagrane utwory, które z powodzeniem byłyby rytmami ujeżdżanymi przez dziesiątki wokalistów przed laty w formie zestawów w stylu “riddim driven“ czynią ten materiał jednolitym i zharmonizowanym. “No Man is Greater” idealnie łączy mi się ze stylem Shashamane, co dowodzi wspólnego toru myślowo-muzycznego biorąc pod uwagę dokonania dotychczasowe dokonania JahFreeCan. Na albumie znalazłem kilka utworów, które uznałbym za swoje faworyty. Są nimi: “Life Algorithm”, “World Domination” – tu dałbym się nawet nabrać, że śpiewa go Luciano oraz “Roots & Culture” będący wizytówką współpracy grupy z wokalistą. Dużo tu klasycznego roots reggae, takiego jakie w naszym kraju bardzo jest lubiane, a którego dzisiaj próżno szukać. Qshan zdecydowanie w formie i przyznam, że tęskniłem za jego aksamitnym głosem. Natomiast to, co baaardzo mi się spodobało, to instrumentalne, dubowe kompozycje. “80’s dub”, za który odpowiedzialny jest K-Jah, z digitalowym werblem masuje mój fotel w samochodzie najczęściej. “No Dub is Greater” od EMZKi niewiele mu ustępuje, bo produkcja to naprawdę świetna. Dodam, że za miks albumu odpowiadał sam Marc Baronner, który dał się już poznać jako uznany mistrz konsolety za sprawą współpracy z Shashamane. Mało dziś tak klasycznie brzmiących albumów, a szkoda. Nie to bym był sentymentalny, ani tym bardziej melancholijny, ale trudno mi wyobrazić sobie te rzesze rootsowych artystów, którzy w duchu czasów przesiadają się na współczesne melodie. Tu wszystko jest tak jak ma być. Czuć tę jedność, która występuje w tytule wydawnictwa. Poszperajcie w sieci, skontaktujcie się z artystami, by poznać ten album. Taka formuła to już (niestety) rzadkość.
Arek „Bozo” Niewiadomski



