DREADSQUAD – Voices From the Desert

Superfly, 2026

Niespełna dwa lata temu Marek ‘Dreadsquad’ Bogdański uraczył nas znakomitym albumem “Reggae from the desert”, wyjątkowym jak na tego artystę, bo właściwie w całości instrumentalnym. Ethno-jazzowo-dubowe pejzaże z arabskimi i afrykańskimi naleciałościami skutecznie koiły uszy i serca, ale nie zna Marka ten, kto stwierdziłby, że na tym poprzestanie. Dreadsquad idzie za ciosem i właśnie wydaje ”Voices from the Desert” będący uzupełnieniem tego muzycznego wojażu. Wspaniałe, bogate w żywe instrumenty podkłady brawurowo, lirycznie i z wielkim kunsztem “ujeżdżają” prawdziwe znamienitości sztuki wokalnej jak choćby Trinity, Lasai, Cian Finn, czy bardzo lubiana w naszym kraju Dub Princess. Marek, zakochany w klasyce, już w otwarciu oferuje genialną wersję “Misirlou”, a pra-początki tej melodii sięgają lat 20. XX wieku. Każdy z Was ją zresztą zna z surf-rockowej wersji Dicka Delae & his Del-Tones ze ścieżki dźwiękowej filmu Pulp Fiction. Nowa wersja po prostu miażdży soczystością i głębią. Zostaje w głowie i sami złapiecie się na tym, że nucicie ją mimowolnie w ciągu dnia. Lasai w “A Wah Do Dem?” cudownie, rub-a-dubowo czaruje na iście arabsko brzmiącym rytmie z pięknym przełamaniem, przywołującym na myśl produkcje Prince’a Fatty’ego, czego powodem chyba jest styl gry na perkusji Winstona Williamsa zwanego ‘Horsemanem’, bliskiego współpracownika wymienionego. Do tego Lasai serwuje nam na krążku jeszcze “Rock It Non Stop” – w iście kowbojskim stylu. Jego liryczny styl bardzo mi się podoba. “Ram Down” to piękny rootsowy numer z “płaczącą” gitarą (fani reggae z pewnością zrozumieją w czym rzecz), na której zagrał Nicolas ‘Iko Box’ Laisné – poezja sama w sobie. Utwór wokalnie ogarnia świetny Marcus I, a koprodukcja Matta Easterlinga zwanego ‘Fat Frogiem’ powoduje, że aż nie chce się wierzyć, że to współcześnie nagrana pieśń. Brzmi bowiem niczym żywcem wyjęta z jakiegoś klasycznego albumu z lat 70-tych. ‘Fat Frog’ dorzuca jeszcze jedną perełkę do tego krążka. Jest nią utwór “Trouble” z Ras Jahshuą i tu znów objawia się ta cudowna gitara i klimat retro. Dub Princess w “Fool For Love” dosłownie rozpuszcza serca. Co ciekawe, na tym samym rytmie swój utwór ma nieznany mi dotąd Lij Uka w “Vaya Donde Vaya” (“Dokądkolwiek pójdę”). Marek miał okazję poznać go podczas tournee po Meksyku, i przy okazji nagrać – bardzo to fajny numer. Sięganie po klasykę to także zaproszenie do udziału nieżyjącego już Wade’a Brammera aka ‘Trinity’, działającego na scenie reggae od lat 70-tych. Jego rewolucyjny numer “Power To The People” w bardzo klasycznej toastującej wersji jest prawdziwym sztosem. Znany i lubiany Cian Finn w “Fire In Your Hands” dosłownie koi melodyjnym tembrem głosu – rany leczą się same. Nieco zapomniany ostatnio Tom Spirals w utworze “Watch the Clouds Go By” melancholijnie, trochę medytacyjnie zwraca uwagę na to, że każdy z nas potrzebuje chwili spokoju. Ten numer jest tak pięknie zaśpiewany, że poruszy biodrami nawet najbardziej zatwardziałych podpieraczy imprezowych ścian. “Racist Attack” to istny hymn melodeklamowany z mocnym antyrasistowsko-antyfaszystowsko-antyseksistowskim przekazem od Dr. Ring Dinga. Wśród piosenek uwagę przykuwa także pięknie śpiewający Marky Lyrical w romantycznym “Good To Me”.
Wersja winylowa albumu to 12 utworów, ale warto wiedzieć, że jego wersja elektroniczna ma ich 15. Uzupełnieniem są numery z Marcusem I “Wise Man” – wyjątkowej urody jest to piosenka. Do tego przedstawiciel kraju Basków – King Konsul z ”Caution” na hitowym rytmie “Bun Dem”. A całość zamyka niezawodny Lasai w mocno przesterowanym wokalnie  “Loving You Baby”. Album jest przez to bardzo różnorodny wokalnie zachowując balans między klasyką i nowoczesnością w przekazie oraz przekrojowość stylów.
Osobnej ocenie należy poddać część muzyczną. Marek zaprosił bowiem wielu prześwietnych muzyków na swój krążek i im także należą się pochwały. I tu chylę czoła przed Bzykiem (bębny), Gawronem i Rafałem Trafalskim (gitary), Piotrem Zabrodzkim i Przemkiem Sokalczukiem (klawisze), Robertem Horvathem (bass). A to tylko nasze rodzime podwórko, bo w nagraniach uczestniczyła też plejada fantastycznych muzyków z zagranicy. Poza Horsemanem i Iko Boxem (gitara), to także Mikey Shaw (bębny), Kubix (gitara), Don Fe (flet), Craig Crofton (saksofon), Alex Hazas (flet, saksofon i trąbka), Yotam Sigwalt (flet i saksofon). Bardziej egzotyczne instrumentarium do produkcji wnieśli: Théophile Hommet aka ‘Footprint System’ na przypominającym trochę flet – kavalu oraz Guillaume Perrier grający na arabskiej lutni zwanej oud. A wymieniam ich wszystkich niemal jednym tchem, bo każda z tych osób dodała wartość temu albumowi. Dzięki kunsztowi produkcyjnemu Marka każdy instrument jest dobitnie słyszalny, ma swoje momenty i stanowi o spójności tego fenomenalnego przedsięwzięcia. Marku – zrobiłeś to po raz kolejny, a ja czekam na więcej!
Ten album jest nie lada gratką, będzie o nim głośno na długo po premierze, dlatego serdecznie zachęcam wszystkich do dołożenia go do swoich kolekcji. Z pewnością będzie takowej ozdobą. A pre-order już ruszył!

Arek „Bozo” Niewiadomski

Pre-order: https://dreadsquad.com/store/

The Djangos – Piosenki Drogi

Zima Records 2026 Długo kazali czekać na swoje nowe wydawnictwo, a i zniknęli gdzieś ze...

Grand Festival Róbrege Róbczad 2026

26 września, Klub Palladium, Warszawa, start g. 17.30. Grand Festival Róbrege Róbczad to najstarszy festiwal...

CIOCIA OLSON – Brudnopis

CD 2026Z twórczością Oli Ludwiczak zapoznałem się nigdzie indziej jak w Ostródzie, z której...

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj