Radio Lublin 2026
Ile jeszcze archiwa rozgłośni radiowych, tych ogólnopolskich i regionalnych, ukrywa ciekawe zapisy dźwięków z przeszłości? Wiedzą ci, którzy mieli możliwość kiedykolwiek zajrzeć do takich magazynów. Jedna z pereł polskiego reggae lat osiemdziesiątych ukazała się w wersji winylowej właśnie w tym roku. Jest to niewątpliwie wydarzenie na skalę odtworzenia materiału studyjnego legendarnego R.A.P.-u z Gliwic. Bo Katharsis przynależy się miejsce wśród pionierów gatunku w naszym kraju. Zespół wyróżniał się kilkoma elementami i to usłyszymy w archiwalnym materiale, zapisie nagrań z łódzkiego Domu Kultury. Są to majestatyczne kompozycje oparte na płynącym w swoim tempie riddimie, gdzie istotną rolę odgrywa sekcja rytmiczna, ale również instrumenty klawiszowe oraz flet. Ten ostatni bardzo często przejmuje kontrolę nad partiami solowymi. Gitary, to właściwie tło. I tylko czasem wyłapujemy owe charakterystyczne „patyczki”, albo skromne solówki. Sekcja dęta pojawia się w ostatnim nagraniu sygnowanym jako Space i Przyjaciele, pochodzącym z równie legendarnego festiwalu „Reggae nad Wartą”, który odbywał się w Gorzowie Wielkopolskim. Surowe brzmienie poddano wspaniałej rekonstrukcji w digitalizacji i masteringu. Czas pochylić się nad wokalami. Nikt, kto słyszał nagrania Katharsis z zapisków dystrybuowanych na kasetach, nie mylił tego zespołu z innym. Charakterystyczny chrypiący głos „Motora”– Symchy Kellera, który oszczędny w środkach prowadził swoją narrację, był wyróżnikiem Katharsis. Chórki skromne i proste. Natomiast siła warstwy wokalnej tkwiła gdzie indziej. To były teksty – dosadne, krytyczne wobec przemocy, polityki, brakujących autorytetów, albo nawiązujące do zalet ziół, czy duchowości. Wiem, że ten wielobarwny krążek jest już w wielu kolekcjach i w zasadzie nie ma potrzeby reklamować go wśród zagorzałych fanatyków korzeni, ale w ramach edukacji i archiwizacji kultury należy się chociaż krótka recenzja. Wspomnę również o koncercie, który dało Katharsis podczas ostródzkiego festiwalu w 2026 roku – ten spektakl zapisze się w pamięci, bo chociaż głos Symchy Kellera złagodniał, to twarde przesłanie pozostało.
I&Igor



