Audiomara prezentuje

0
548

Dawną duchowość traci czasem o banał i tym bardziej takim się staje, im więcej znamy bajek w podobnym temacie. Jednocześnie coraz więcej opowieści pozostaje bez początku, mimo iż historia nieuchronnie zmierza do końca i znany jest, aż za dobrze, jej finał.

@ @ @

Odwiedzali nas tutaj różni ludzie, także ruch w naszym mieszkaniu panował niezmiennie nie ustając. Musiały się pojawić pytania:

– Czy można żyć bez spania?

– Czy można żyć bez jedzenia?

– Czy można żyć bez picia?

– Czy można i jak długo uczestniczyć w życiu innych, oddając się własnym potrzebom, odmiennym od tego, co otacza ów krąg przeraźliwie nielicznych, dysponujących wiedzą i wiarą w pozytywne odpowiedzi na takie pytania.

@ @ @

Przeświadczenie, że nie jest się samemu w swych poszukiwaniach i że gdzieś istnieją ludzie czujący, myślący i czyniący podobnie, staje się źródłem samotniczej pracy poszukiwawczej, z założenia nie mogącej mieć końca. To typowa w świecie abstrakcji badawcza hipoteza, bazująca na duchowo-energetycznym pojęciu człowieka, jak to ma miejsce w naukach modernistycznych, podczas gdy dawniej wyobrażano to sobie mniej dokładnie, przez co opisy brzmią bardziej poetycko niż było to w intencji autora zapisków. Co bynajmniej nie ujmuje im precyzji. Czego w muzyce stanowi przykład znamienita Symfonia Sfer, anonimowa kompozycja, powstała w Europie we wczesnym średniowieczu, w kręgach zakonów, pozostałych na uboczu głównego nurtu ich rozwoju. Mimo, iż nie przetrwała do późniejszych czasów żadna z jej partytur, weszła do kanonu klasyki każdej następnej epoki. Co ciekawe, w każdej stanowiła nowość i awangardę.

@ @ @

Gdy pierwszy raz słyszałem rege – wspomina jeden ze słuchaczy – zdała mi się ona być Symfonią Świata, o której tak wiele słyszałem w dawniejszych latach. Miała w sobie więcej niż było słyszalne i stanowiła dźwiękową ilustrację tego, co można było przeczytać w różnych teoriach i wizjach, nie mniej proroczych, jak każda taka utopia. Nie była tak śliczna, jaką chcieli ją widzieć idealiści, posiadała jednak czar, urok i właściwości hipnotyczne. I niebywały potencjał naśladownictwa – tak wewnętrzny jak i zewnętrzny. A oba niesione falą rezonansu, poruszeń i wibracji, tchnących echem śpiewu i rytmem oddechu, wtórującego uderzeniom serca.

Bywały takie momenty, że czas stawał w miejscu, a płyta wydawała się nie mieć końca. A bywały i takie, że przelatywała jak mgnienie oka, śladu nie zostawiając w pamięci, gdzie do dziś dźwięczy za nią tęsknota.

Nim ze świata muzyk nie wyłoniła się rege, Symfonia Świata była czystą metaforą, przenośnią poetycką, alegorią i wzorem w świecie abstrakcji. I stało się tak, jak to zapisał Tomasz Ewangelista w słowach Mistrza, będących krótkim wykładem hermetycznego poznania: zewnętrzne stało się wewnętrznym. A rege stało się rytmem, od którego aż trudno się opędzić. A każde się opędzanie przypomina wirowanie na uwięzi.

Jest więc tak, jak śpiewał Bob Marley: Całkowite zniszczenie to jedyne ocalenie! I mało kto widzi, że płonąc mają iluzje. I słychać to bardzo malowniczo.

@ @ @

Muzyka świata stała się muzyką duszy i nawet media niewiele już tu mogą zmienić, nie zakręcając się wokół pojęć stworzonych przez schemat i stereotyp. Poza europejską i współczesną klasyką, rege jest jedynym stylem, rozbrzmiewającym na całym świecie. Zawdzięcza to elektronice, dyscyplinie nie istniejącej w czasach jej narodzin, lecz niezwykle pomocnej w rozpowszechnianiu wieści na jej temat. Bez niej nie byłoby fal eteru, ani późniejszych, jeszcze mniejszych radiacji.

Tak czy inaczej nie powinno nas już dziwić, że rege pochodzić może z tak różnych miejsc i czasów, czego dawniej nie można było myślą choćby ogarnąć.

Kebra Nagast, nazywana Zaginioną Biblią Rastafarian, wśród ksiąg pojawiła się dopiero teraz, u progu nowej epoki, na początku trzeciego tysiąclecia i w apendyksie zawiera cytaty z piosenek Boba Marleya w ilości dwadzieścia pięć, składających się na kanon rege. Choć w międzyczasie powstały setki i tysiące podobnych i takich samych piosenek, ten jednak kanon wpisuje się w funkcję nauczyciela pierwszej lekcji rege, jaką ta przedstawia się teorii Symfonii Sfer.

I jak każdy dobry nauczyciel powtarza tylko podstawową zasadę każdej nauki, mówiąc: – Zrób to! Dwadzieścia pięć kawałków to wcale niemało. A to jedna zaledwie lekcja w bogatej historii rege, fragment zaledwie kolekcji pieśni i kompozycji, w większości rozproszonej pod niebem. Ile bowiem utworów pozostało nienagranych tego nikt nie wie. A związek rege z filozofią Rastafari w jej historii jest zaledwie epizodem, takim samym jak spotkanie Indian Hopi. Atrakcyjnym jak anegdota ze świata egzotyki, spomiędzy bajki i mitu.

Symfonia Świata, nie mając partytury, skazana jest na poszukiwanie swych źródeł, których ujęcie odnajduje w przestrzeni abstrakcji. W teoriach na jej temat, w koncepcjach i założeniach, tak samo odległych, jak miejsca zewnętrznych podróży. Nie mając partytury skazana jest na scenariusze albo na uproszczony opis podstawowych czynności.

Algorytm możliwości zakłada istnienie strefy bezpieczeństwa. Taka zona pozwala na eksperymenty.

Niekiedy budzące zdziwienie lub powodujące poruszenie słuchających. Pozostawiające ich niekiedy też poza tym, nieświadomych, niewrażliwych, nieczułych i obojętnych na dokonania awangardy. Pozorna otwartość dawnych tajemnic nie oznacza łatwego do nich dostępu.

Sławomir Gołaszewski

Felieton ukazał się w magazynie Free Colours nr 1.

DODAJ KOMENTARZ