Joey Fever „In A Fever”

0
12481
Joey Fever
„In A Fever”
(Lockdown Productions, 2011)

Ileż można czekać na debiut, o którym pogłoski krążyły od kilku lat? Każdy, kto zapoznał się z twórczością i umiejętnościami tego wokalisty twierdził zgodnie, że jego album będzie przełomowy w europejskim reggae.

Cóż z tego, skoro prócz kilku doskonale przyjętych singli długo trzeba było na niego czekać – czy zbyt długo – myślę, że tak, choć to, co dostajemy na krążku Joeya, to najlepsza nagroda za tych kilka lat oczekiwania. Takie utwory jak „Me Nuh Follow Dem” na rytmie „Prison Oval Rock”, „Tell It To My Heart” czy “Serious Things” wydany w wersji drum’n’bassowej wespół z Cold Jazz & Wezzler umiejscowiły poprzeczkę baaardzo wysoko.

Sam obawiałem się, czy sprosta oczekiwaniom i zastanawiałem, czy opóźnienie wydania debiutu nie jest spowodowane podciąganiem zestawu numerów, by godnym był wcześniejszych singli artysty. Jego charakterystyczny głosik, który Angus Taylor w swojej recenzji określił wypadkową niegdysiejszego frontmana UB40 Aliego Campbella i Jah Cure’a, wdziera się w uszy bardzo wyraźnie i zostaje w nich na długo. A to już bardzo wiele dla młodego, obiecującego wokalisty.

Styl Joey’a na płycie nawiązuje do wielkich jamajskich mistrzów słowa. Jak sam śpiewa w swoją drogą rewelacyjnym utworze „Deejay School”, dobry wokalista musi umieć poruszać się w każdej stylistyce. Od samego początku ujeżdża rytmy tak, jakby napisane były pod niego. Płyta nie ma słabych momentów, pełna jest hitów jak choćby „Til The Night Is Over” czy „Truly Deeply” albo znany już z kompilacji na rytmie „Ukflu” numer „Good Looks”.

Niektórzy zarzucają Joey’owi to, iż pochodząc ze Szwecji nigdy nie doświadczył biedy i innych problemów społecznych dokuczających uboższym, a uprawia styl conscious, jakby był dla kogokolwiek zarezerwowany.

Mimo tego osobiście uważam, że Joey doskonale broni się jako narzędzie, które jest nośnikiem idei, a wręcz odgrywa rolę uświadamiającego  tych, którym wspomniane problemy są zupełnie obce, a to już piękna idea. Podsumuję krótko – Joey Fever jest naprawdę świetnym dj’em i z pewnością rozbije jeszcze niejeden parkiet i umysł. Jak dla mnie debiut roku.

Bozo

Recenzja ukazała się w magazynie Free Colours nr 17.

DODAJ KOMENTARZ