Rafał Księżyk „Dzika Rzecz. Polska muzyka i transformacja 1989-1993”

1
136

Wydawnictwo Czarne 2020

Gdzieś przemknął mi przed oczyma tekst „nie jestem statystycznym Polakiem, bo lubię czytać książki”, ale w moim wypadku dodałbym – czytam wolno i wnikliwie. Jednak, gdy pochłaniam jakieś dzieło literackie w dwa, trzy dni oznacza to, że miałem w rękach wybitnie interesujący „tytuł”. Z Księżykiem odbyłem już trzecie spotkanie, po biografiach Robiego Goldrockera i Marcina

Świetlickiego. Pamiętam również niezliczone wywiady z czasów Brumu, Plastika, Anteny Krzyku i Aktivista, niektóre zresztą zarchiwizowałem. Zatem wiedziałem, że trafię na solidną porcję inteligentnej podróży do czasów, gdy budowała się i moja świadomość muzyczna, a także zacząłem być częścią tej artystycznej transformacji. Z wielką radością przesuwałem się wraz z kartkami książki ku coraz bliższym rejestrom wspomnień i odczytywałem nazwy, nazwiska osób, które znalazły się na mojej drodze. Pojawiały się wydarzenia, koncerty, festiwale będące integralną częścią osobistych emocji. Wreszcie element naukowy, tego akurat Rafałowi Księżykowi zazdroszczę, bowiem dysponował bogatszą bibliografią z materiałami, które posłużyły do napisania książki. Mnie udało się wyłuskać zaledwie nieliczne publikacje, przeprowadzić kilka wywiadów, czy wspomóc się przyjacielskim wparciem, gdy na szali kariery zawisł tytuł magistra historii piszącego o środowisku młodzieżowym lat 80-tych w Polsce. Pracę uratowała gaduła Pawła „Konja” Konnaka nagrana na kasecie „dziewięćdziesiątce”, bibuła oraz podziemna publikacja o „Majorze”. Rafał Księżyk miał lepiej i dlatego jego książkę dziś polecam, a swoją „magisterkę” ukrywam w czeluściach pudeł z archiwaliami. Oczywiście znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że czegoś tutaj brakuje, jakichś „lokalsów” z południa Polski, czy „geniuszy” z północnego wschodu, lecz ująć każdą erupcję talentu w tym przeistaczającym się kraju było niezmiernie trudno. Nie dziwi mnie fakt, że autor koncentruje swoją uwagę na ważnych ośrodkach życia kulturalnego tamtego okresu, a zatem niedocenionym pozostaje tworzyć własną biografię i rzucić się z nią na rynek czytelniczy. Zaletą książki jest również to, że Księżyk wyławia z prowincjonalnych domów kultury perełki chociażby w postaci Będzie Dobrze, które powróciło za pośrednictwem Manufaktury Legenda na pięknie wydanych krążkach winylowych. Ponadto nie jest problemem dla autora przemieszczenie się pomiędzy gatunkami muzycznymi, ujawnieniami artystycznymi, czy światem fanzinów i oficjalnej prasy branżowej. „Dzika Rzecz” jest historią ludzi, bez których artystyczne środowisko byłoby o wiele skromniejsze i pozbawione tej bogatej różnorodności. Mnie osobiście ujęła droga „Skandala” – od punka do rave, no może wyłączając tragiczny finał jego działań. Bo Księżyk nie obawia się także przedstawiać praktyk używkowych, które również ulegały transformacji.  To także kultowe miejsca – kluby i związane z nimi imprezy. Wreszcie wywiady, do których autor chętnie sięga oddając pola bezpośrednim uczestnikom zdarzeń. Co mnie wielce urzekło, to sporo miejsca w książce zostało poświęcone zespołowi Izrael i reggae, co nie zdarza się zbyt często w literaturze, ale myślę, że jest to jeden z nielicznych hołdów złożonych gatunkowi oraz zespołowi, który niewątpliwie zasłużył na to w tym kraju, by docenić wkład w rozwój ówczesnej kultury niezależnej. Zresztą duch Roberta Brylewskiego i Pawła „Kelnera” Rozwadowskiego przemawia na kartach tego wydawnictwa również poprzez zdjęcia, kolaże, a i plakaty. Nie tylko zresztą oni kreślili ręką Rafała Księżyka „dzikie harce” lat ’89-’93. Zachęcam, polecam i czekam na kolejną odsłonę literacką autora, który stał się kronikarzem zjawisk twórczych przełomu stuleci.

I&Igor

Książka do nabycia: https://zima.sklep.pl/produkt/dzika-rzecz-polska-muzyka-i-transformacja-1989-1993-rafal-ksiezyk/

1 KOMENTARZ

  1. Ten kraj nazywa się Polska panie recenzencie, nie ma się powodów do wstydu ani żadnych kompleksów, naprawdę.

DODAJ KOMENTARZ