THE BEAT ROOTZ „ I love My Life”

0
533

Wydawnictwo zespołu 2020

Ubiegły rok nie był, z wiadomych względów, zbyt przychylny  jeżeli chodzi o wydawnictwa płytowe. Warto zatem docenić każdy efekt pracy studyjnej artystów w tej pandemicznej rzeczywistości, a już na naszym, krajowym podwórku jest to wręcz wyzwanie. Samodzielna produkcja zasługuje na pochwałę, ale słuchacz raczej skupia uwagę na gotowym efekcie, dlatego przejdę do szczegółów propozycji The Beat Rootz. Zacznę od tego, że zespół wpisał się w panującą od jakiegoś czasu tendencję wydawania krótkich materiałów, czyli tzw. Ep-ek. A  jak pokazuje ubiegłoroczny sukces Koffee, pozwala to nawet na zdobycie najważniejszej nagrody – Grammy. Chociaż  nazwa The Beat Rootz stanowi stosunkowo nowe zjawisko na rodzimej scenie reggae, to jednak w szeregach zespołu odnajdziemy instrumentalistów związanych z warszawskim, kluczborskim czy trójmiejskim środowiskiem muzycznym, natomiast istotnymi elementami stylistycznymi grupy są również wpływy brytyjskie oraz z Mauritiusu, za sprawą wokalisty –  Stefano Auguste. Cztery kompozycje , które odnajdujemy na epce przenoszą nas w rootsową wibrację z pozytywnym przekazem, głoszącym miłość Stwórcy, jeśli dobrze odczytałem, jest i psalm wdzięczności ,a także utwory wyrażające radość życia i wyjątkową sympatię do rośliny subtelnie  nazwanej Marizan. Jednym słowem kwintesencja reggae w pełnej krasie na solidnym riddimowym fundamencie, który muzycy sprytnie  upiększają, a to solówką gitary, a to jazzującym saksofonem, tudzież klawiszami o brzmieniu rodem z paryskiej ulicy. W tym króciutkim materiale znalazło się jeszcze  miejsce na smugi dubu i dancehallowy beat. Dla poliglotów polecam potyczki słowne pomiędzy francuskim a językiem Szekspira.  Na szczęście poza tym kilkunastominutowym zapisem, w ramach eksploracji dokonań zespołu możemy uczestniczyć w promocyjnym, wirtualnym koncercie zarejestrowanym na popularnym kanale, co pozwala wnioskować, że Warszawa znów zaczyna oddychać reggae.

I&Igor

DODAJ KOMENTARZ