Robert Brylewski „Warsaw Beat“

Robert Brylewski „Warsaw Beat“ (Tone Industria, 2004)

Kiedy pracowałem w radiu, często poszukiwaliśmy podkładów do nudnych wieczornych wywiadów. Do tego tylko nadaje się „Desperado” otwierający płytę.

Moja desperacja wzrosła jeszcze po utworze drugim, także nadającym się jako podkład do wynurzeń ZBOWiD-owców.

Trochę lepiej było w „Water fire”, w którym oprócz monotonii były jakieś dodatkowe pomysły i „Czarnej nocy” (czyżby to było nawiązanie do kompozycji skądinąd znanej grupy Bakshish?). Później wszystko wróciło do sflaczałego i przeciętnego obrazu. Ja rozumiem, że płyta to efekt artystycznej wizji muzyków, ale po wysłuchaniu nosowo zaśpiewanego „Free marihuana” jako fan poprzednich dokonań Roberta, który łykał większość jego pomysłów, proszę, aby dał tej marihuanie spokój. Bo płyta jest strasznie słaba. Szczególnie jak na jego potencjał.

Jarek Hejenkowski

CIOCIA OLSON – Brudnopis

CD 2026Z twórczością Oli Ludwiczak zapoznałem się nigdzie indziej jak w Ostródzie, z której...

JAH WORKS #4

Jah Works, 2026 Fanzinów reggae latoś nie spotyka się właściwie, tym bardziej cieszy fakt,...

Reggae nad Wisłokiem – Gramy dla klimatu

Rzeszowski Dom Kultury zaprasza na 11. Festiwal „Reggae nad Wisłokiem – Gramy dla klimatu”...

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj