Primo Rebel: Połamane kręgosłupy

0
1197

Na solowym albumie o tej niezwykle ciekawej postaci związanej z polską sceną reggae przypomniał Pablopavo. Primo grał na basie w Vavamuffin, ale nie tylko o muzyce będzie ta rozmowa. Ma on bowiem zdolność niezwykle krytycznego spojrzenia na polskie reggae, więc pomyśleliśmy, że od czasu do czasu krajowym twórcom przyda się takie swoiste katharsis w postaci lektury obnażającego braki polskiej muzyki wywiadu.

Jarek Hejenkowski

Podoba się tobie piosenka Pablopavo „Primo Rebel”?
Większej armaty tam nie miałeś?

Ależ dobrze zacząć od czegoś, co będzie wciągało ludzi.
Wiedziałem, że będziesz strzelał, ale na początek myślałem, że dla rozgrzewki ze splówki plasteliną, a ty mi tu wytoczyłeś działo samobieżne.

To podoba się?
Muszę do tego podejść chyba wieloaspektowo. Generalnie tytuł jakby na mnie wskazuje i to utrudnia mi w pewien sposób odbiór samego tekstu, bo stawia mnie w emocjonalnej relacji z samym twórcą, czyli Pawłem vel Pablopavo alias Pablo.

No a gdyby tytuł był inny to jakby się ci podobała muzyka z tym tekstem?
Muzycznie to fajny numer. Jeden z bardziej zresztą osadzonych w klimacie reggae, jeśli chodzi o płytę Pawła oczywiście.

No a tekstowo to chyba ciekawa opowieść o licealnych czasach?
Opowieść tak. Czy ciekawa? To już pozostawiam pod ocenę słuchaczy. Dla mnie tak naprawdę to jest opowieść o trudności, jaką staje się często sam wybór drogi, którą chcesz pójść.

No ale pewnie słyszałeś ten tekst i pewnie piosenkę jeszcze przed ukazaniem się na płycie i ciekaw jestem pierwszych twoich reakcji.
Skoro jesteś ciekaw, to tu wydarzyła się taka sytuacja: Przed ukazaniem się tej piosenki na płycie, nie słyszałem żadnych nagrań. Nawet nie chciałem. Pamiętam, że rozmawiałem z Pawłem i on mówił, że chce zrobić taki numer i pytał mnie, co o tym myślę i mówiąc krótko, czy nie mam nic naprzeciw. Powiedziałem, że jeśli ma naprawdę taką potrzebę, to niech go robi.

Z tego co wspominałeś mi jakiś czas temu, nie byłeś zachwycony, że ona znajdzie się na płycie?
Nie byłem ze względu na to, że nie czuję się postacią na tyle istotną, że aż tekst piosenki można by jej poświęcić i to nie jest żadna kokieteria z mojej strony. To trochę tak, jakby ci ktoś pomnik za życia wystawiał.

No ale Pawła dobrym kolegą jesteś, więc skoro to była jego solowa płyta…
No i właśnie dlatego, że znamy się długo, nie powiedziałem mu: „Nie rób tego, nie zgadzam się, ni cholery…”.

Chwilowo zostawmy wątek piosenki, a przejdźmy do ciebie. Co teraz robisz? Masz jakiś związek z muzyką?
A co rozumiesz poprzez sformułowanie – związek z muzyką?

Granie. No bo w końcu grałeś…
Muzyka cały czas gdzieś tam za mną chodzi, co nie oznacza też, że skoro chodzi, to tylko obok i się nią nie zajmuję, ale nie gram w żadnym projekcie, nie wydaję płyt i nie zobaczysz mnie na scenie. Ostatnio troszkę penetruję sytuacje, nazwijmy to, aranżacyjne. Przygotowuję rytmy, dogrywam do tego partie basu, ogarniam przestrzeń, szukam brzmień. Zawsze bardziej wkręcałem się w rytm i przestrzeń w numerach, ale też zawsze bliski  był  mi dub, a tam to właśnie jest. Przede wszystkim, po takim dość długo trwającym momencie zachłyśnięcia się reggae i szalonej penetracji tego co z nim związane, otworzyłem znów głowę na muzykę w ogóle.

A polskiego reggae słuchasz?
Prawdę mówiąc, ostatnio zupełnie sporadycznie. Bardzo cenię sobie takie płyty jak Tumbao „Rise My Soul” czy też „debiutanckie” wydawnictwo szczecińskiego Chanta. To naprawdę dobre płyty, chociaż mają już swoje lata. Z tym co dzieje się w polskim reggae obecnie mam kontakt głównie za sprawą radia. Od pewnego czasu, w zasadzie co tydzień, słucham cyklicznej, sobotniej audycji Mariki w radiu Roxy „Towary kolonialne”. Marika robi zresztą świetną robotę dla tej muzyki i szacunek wielki dla niej za to. Spore wrażenie wywarło także na mnie w ostatnim czasie wydawnictwo projektu Dubmatix „Renegade Rocker”, ale to pozycja zagraniczna, zresztą też mająca już kilka lat.

Pamiętam, że jeszcze jako muzyk Vavamuffin miałeś niespecjalnie sympatyczne zdanie o polskiej scenie reggae…
Dlaczego niespecjalnie sympatyczne?

Nie podobało się tobie to, co dzieje się od strony biznesu muzycznego oraz to, że nasze reggae jest wtórne.
Scena jest tym punktem, na którym dzieje się wydarzenie, w tym przypadku jest to muzyka. Przed nią jest odbiorca. Za nią jest …no właśnie cały mechanizm. Mało odkrywcze stwierdzenie, ale prawdziwe.

Więc co złego jest z tym mechanizmem?
Widzisz, ja zawsze miałem pewną trudność z reggae, jeśli chodzi o mental. Reggae kojarzy się z pewnym kierunkiem, pewną drogą i myślę, że jeśli uprawiasz ten gatunek, to nie tylko na scenie. Pamiętam ten moment, kiedy reggae w jakiś sposób eksplodowało w stronę, nazwijmy to, szołbiznesu muzycznego. Dziś naprawdę nie możemy powiedzieć, że to jest muzyka totalnie niszowa. Są zespoły, które radzą sobie na rynku muzycznym.

To chyba dobrze?
Tak, dobrze, ale pozwól, że pójdę w związku z tym pytaniem w nieco inną stronę. Nie jestem pewien, czy zetknięcie się reggae z ruchem rasta obu tym sytuacjom wyszło tak naprawdę na zdrowie. Wiem – to pewne przejaskrawienie z mojej strony, ale myślę, że dzięki rasta postrzega się reggae przez pryzmat wartości jak żaden inny styl w muzyce, o ile w ogóle można rozgraniczać działania muzyczne na style. To postrzeganie, z jednej strony reggae nobilituje, a z drugiej często zabija jego wiarygodność.

No duchowość nie idzie raczej w parze z biznesem. Więc tacy muzycy jak Ras Luta czy Bas Tajpan śpiewający o rastafarianizmie są chodzącymi sprzecznościami?
Myślę że jeśli śpiewasz o nim ze swojej perspektywy, to w porządku, ale jeśli śpiewasz i on wychodzi z ciebie,  jest obecny, ale tylko na scenie, to jest to chyba obłuda.

No więc wróćmy do twoich opinii, bo cieniłem zawsze u ciebie zmysł obserwacyjny. Są w polskim reggae ludzie, którzy rasta są tylko na scenie i to ich poza?
Nie wiem, czy w polskim reggae działają ludzie, którzy są  rasta. Sam wiesz, że z rastafarianizmem to w ogóle trudny temat. Są na pewno ludzie, którzy na bazie rasta budują swój mental i robią to i w życiu, i na scenie. Mnie najbardziej drażni, jeśli ktoś odwołuje się do ideologii rasta, a to nie idzie w parze z tym, co sobą reprezentuje. Reggae nie musi być przekaźnikiem rasta i jeśli ktoś jawnie to tak traktuje, to ma mój szacunek. Nie za to, jakim jest człowiekiem, bo to już rozpatrujemy sobie indywidualnie, tylko za szczerość wypowiedzi. A jeśli ludziom podoba się muzycznie to co robi, to tylko pozazdrościć. Reggae weszło zresztą w tej chwili w ten moment, kiedy nareszcie bardziej jest odbierane w warstwie muzycznej właśnie, a nie jako przekaz i myślę, że mocno przyczynił się do tego dancehall. On pozyskał dla reggae szerszego słuchacza, a może raczej odbiorcę.

Ale to źle dla muzyki?
Nie, jak najbardziej nie. Zresztą myślę, że właśnie to dało zespołom, także polskim zespołom, większą szansę zaistnienia na tym oficjalnym rynku muzycznym.

No to skoro jest tak fajnie, to czemu jest tak źle? Bo masz do polskiego reggae, nazwę to może zbyt mocno, jakiś uraz.
Ja generalnie mam tendencje do radykalizowania się w poglądach. Nie wiem, czy jest tak źle w tej chwili, bo czy muzycy choćby Jamala, Vavamuffin czy kolektywu East West Rockers mówią o sobie, że są rasta?

Ras Luta mówi. Wokaliści tych grup często blessują i tym podobne…
No więc jeśli Ras Luta tak mówi, to albo jest obłudnikiem, albo źle ubiera w słowa to, co chce wyrazić. Magia reggae polega dla mnie właśnie na autentyczności w przekazie. Dlatego nie chwycił mnie na przykład za serce evergreen, zresztą totalny przedwojenny klasyk, na nowo zaaranżowany  przez Novike „Kiedy będziesz zakochany”, choć w partii instrumentalnej reggae i muzycznie nawet zgrabnie zaaranżowane.

Bo prawdziwi polscy rasta powinni siedzieć przed blokami i pukać w bębenki nie angażując się w szołbiznes? A to co widzimy na scenie to tylko wokaliści śpiewający reggae?
Sam wiesz, że rasta to niekoniecznie jest facet pukający w bęben i biegający w obrzędowych ciuchach. Szołbiznes owszem, ale z twarzą. Bo jeśli już  rasta, to chyba nie kokaina i w ch… cięcie.

W naszym reggae szołbiznes ma dupę zamiast twarzy?
Nie cały, ale chyba jak i za granicą, część na pewno. Niestety, konfrontacja z pieniędzmi nie zawsze robi dobrze, a umówmy się, na reggae można zarabiać pieniądze i żyć godnie. Godnie, czyli normalnie nie klepiąc biedy.

Czyli dochodzimy do konkluzji, że nasze reggae niszczą zbyt duże pieniądze, które się w nim pojawiły?
Myślę, że wielu twórców z kręgu reggae ma aspiracje na naprawdę dużą sprzedaż i duże pieniądze. To oczywiście samo w sobie nie jest złe. Pytanie tylko, co potem dzieje się z tymi pieniędzmi i też nie chodzi o to, że ja komuś wkładam nos do portfela, ale jeśli ktoś mi śpiewa ze sceny, że ważna jest w życiu miłość, pomoc, szacunek… a sam ma z tym problem poza sceną i dodatkowo forsa powoduje, że jest jeszcze bardziej oczadziały, to coś jest nie tak.

Grając w Vavie stykałeś się z takimi ludźmi?
Grając w Vavie stykałem się z różnymi ludźmi, także z takimi, którzy zarabiając pieniądze na muzyce, które zresztą nie były złe, łapali apetyt na więcej, a w wywiadach potrafili mówić, że jest słabo. Tymczasem ich „słabo” to nie było to słabo, które dostaje pracownik taśmowy w firmie Danone. Mnie taka postawa irytuje, bo ja ci nie powiem, że jest słabo, jak mam na jedzenie, mieszkanie i rozrywkę.

Apetyt na kasę rósł w miarę jej pojawiania się?
Nie wiem, czy rósł. Są po prostu ludzie, którym rośnie, bo tacy już są.

Czyli największym złem polskiego reggae jest kasa, czy mentalność ludzi pazernych?
Największym złem reggae i muzyki w ogóle jest to, że stała się produktem, który się sprzedaje na skalę masową. Im więcej sprzedamy, tym więcej zarobimy. Niekoniecznie dotyczy to samych muzyków, bo muzyk oczywiście chce zarobić, ale na ogół nie za wszelką cenę. Jednak muzyk to tylko część maszyny, ale to już mówiłem.

No ale jaka maszyna w tym reggae jest? Przecież większość zespołów gra dla małych wytwórni.
Tylko czy mała wytwórnia, jeśli jej dasz szansę, nie chce mieć olbrzymiej sprzedaży? To wszystko działa w oparciu o bardzo delikatne granice. Jeśli pojawiają się szanse, to jedynie od ciebie zależy, czy korzystasz i czy idziesz na pewne mentalne ustępstwa, bo tylko dzięki temu na przykład możesz tę szansę dopaść, a szanse na duże pieniądze łamią często najtwardsze kręgosłupy. I może dobrze, że małe wytwórnie są na tyle małe, że bardzo rzadko zdarzają się sytuacje, w których ich kręgosłupy są narażone na szwank.

Widywałeś to w polskim reggae?
W polskim reggae nie ma jeszcze aż tak wielkich pokus, aby się łamały kręgosłupy.

No to może nie jest z nami aż tak źle? Choć pewnie, aby to stwierdzić, trzeba by przygotować pokusy (śmiech).
Myślę, że dla wielu wykonawców taki czas „próby” pewnie nadejdzie, bo ta muzyka naprawdę idzie do przodu. Brakuje jeszcze trochę eksperymentu, więcej jest jeszcze odtwórczego dążenia do zasłyszanych wzorów, niż kreacji. Ale nie jest źle. Czekam na moment, kiedy to polski zespół wykreuje coś, co inni będą „kopiowali”. A nadejdzie taki czas.

Jak sądzisz, taki moment jest blisko? Który wykonawca jest najbliżej tego momentu?
Blisko może nie, ale tak jak mówiłem wcześniej, jest więcej eksperymentu, więcej poszukiwań własnego brzmienia, a to dobrze wróży na przyszłość. Płyta Jamala „Urban Discotheque” jest, moim zdaniem, bardzo dobrym tego przykładem.

A ewolucja Vavamuffin się tobie podoba?
Nie zawsze i nie do końca, dlatego naprawdę czekam na kolejną płytę, bo myślę, że to będzie bardzo ważne wydawnictwo, jeśli chodzi o ten zespół.

Dlaczego bardzo ważne?
Bo to są naprawdę dobrzy muzycy z kolosalnym potencjałem, ze świetnym myśleniem o muzyce, ale co za tym idzie, każdy z nich jest silną osobowością, która jeszcze dodatkowo ewoluuje. Wiele składów nie poradziło sobie z taką sytuacją.

Nie korci ciebie, aby jeszcze kiedyś z jakąś muzyczną grupą „poewoluować”?
Korci, ale może niekoniecznie z grupą. Mam trochę pomysłów i powoli się do nich przymierzam. Czas pokaże, czy to się uda. Ja generalnie jestem trudnym współpracownikiem.

Czyli może kiedyś jeszcze natrafię na kompozycję rewanżową firmowaną przez Primo, a zatytułowaną „Pablopavo”?
Nie mówię nie i rzeczywiście będzie to raczej kompozycja, bo nie czuję się tak mocnym tekściarzem, a już na pewno tak dobrym wokalistą, żeby była to piosenka.

Wywiad ukazał się w magazynie Free Colours nr 14.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułThe Vision: Dubowa wizja
Następny artykułJoggo

DODAJ KOMENTARZ