Maleo Reggae Rockers: Wspomnień czar

0
536

Pewnie niektórzy przyjmą tę wiadomość z niedowierzaniem, ale Darek Malejonek, zanim zaczął grać ska, punka i reggae, słuchał… hard rocka oraz bluesa. Jak sam przyznaje, to był okres poszukiwań, ale wielkie wrażenie wywarła na nim płyta Tadeusza Nalepy z grupą Breakout. W rozmowie z nami zachęca do słuchania starych, polskich piosenek, które potrafią być piękne. Rozmowa pochodzi z czerwca, kiedy jeszcze czekaliśmy na album.

Jarek Hejenkowski

 

Zespół zaczyna zachowywać się jak nabierający tempa sprinter. W niedługim czasie wydajecie drugą płytę.
No jakoś tak jest, że mamy coraz więcej energii i chęci do grania. To wynika też z tego, że mamy objawy wielkiej sympatii i ludzie nas nakręcają sobą, tym że czekają na nową płytę. Dostajemy wiele sygnałów, że chcieliby od nas nowej płyty. Więc powstał pomysł, żeby zrobić stare piosenki, bardzo stare.

Wychodzi na to, że im jesteście starsi, tym bardziej płodni.
No tak wychodzi, bo od pierwszej płyty wszystko dzieje się coraz szybciej. A mamy w zanadrzu już nową, naszą, całkowicie autorską płytę. Myślę, że będziemy ją nagrywali na jesieni, a na wiosnę chcemy wydać.

Czy najnowsza płyta jest albumem inspirowanym jakimś konkretnym wydarzeniem, jak „Addis Abeba” twoją podróżą do Afryki?
To jest taki kolejny koncept album. Jest to powrót do muzycznej krainy dzieciństwa, do polskiej muzyki, która w tamtym czasie na mniej najbardziej wpłynęła. Pamiętam, że takim bardzo ważnym zespołem był Breakout. To była płyta „Blues”, kiedy ja byłem na etapie słuchania takich rzeczy jak Black Sabbath, Deep Purple, czyli takich hard rockowych rzeczy i nagle przyszła płyta „Blues”, a na okładce był Nalepa ze swoim synem. Ta płyta mną wstrząsnęła. Zobaczyłem, że światowa muzyka może być śpiewana po polsku. To była też pierwsza polska muzyka, której przekaz do mnie bardzo mocno dotarł. To były teksty autorstwa Bogdana Loebla i tej płyty słuchałem w kółko. Później to poszło w dal, bo cały czas odnajdywałem nowe rzeczy, ale chciałem teraz do tego wrócić. Bo myślę, że dla ludzi młodego pokolenia, którzy słuchają reggae, jest to kompletnie nieznana kraina.

Ale fani reggae nie muszą się niepokoić, że zaczniesz grać bluesa?
Oczywiście, że nie. Choć jest to tak, jak mówił Bob Marley, który mówił, że reggae to jakiś taki blues, bo to jest to, co w duszy człowiekowi gra. Reggae to jest jamajska odmiana bluesa, która jest oczywiście oparta na niesamowitym groovie, niesamowitym pulsie i oparta na basie. Więc tak myślę, że jak zespół Easy Star All Stars wziął na tapetę fundamentalny album Pink Floyd „Dark Side Of The Moon”, pomyślałem, że warto to samo zrobić z polską muzyką i żeby przybliżyć ją tym młodym ludziom, w wersji roots reggae, którzy tak naprawdę jej nie znają. Jak dla mnie, muzycznie wyszło to tak, jak Wailersi z początku lat 70., jak było na albumach „Talking blues” albo „Catch a Fire”. Wszyscy jesteśmy bardzo zadowoleni z brzmienia, a tę płytę nagraliśmy na setkę, to znaczy wszyscy graliśmy jak na koncercie, tylko w studiu. Przy miksowaniu chłopaki mówili, że słychać ten groove. Jest zupełnie coś innego, jak się gra na żywo, a inaczej jak się skleja. Zrobiliśmy wcześniej dużo prób i to zaowocowało.

Czy ta płyta to także zestaw dygresji muzycznych, są jakieś wplecenia, zapożyczenia?
Bardzo dobrze, że o tym mówisz, bo mamy również gości, którzy są generalnie z tego pokolenia teraźniejszej muzyki reggae, jak Ras Luta czy Lilu oraz trochę starszy Gutek, a z drugiej strony jest też Wilku z Hemp Gru i Hans z 52 Dębiec, czyli przedstawiciele polskiego hip-hopu. Ale chodziło generalnie o to, żeby odnieść się do tych starych tekstów przez pryzmat swojego życia teraz. Czyli sprawdzić, czy te teksty są dalej aktualne. Myślę, że eksperyment się udał, bo okazało się, że naprawdę wszyscy zaproszeni goście dodali swoje refleksje do tych tekstów, jak Lilu do „Pod papugami”, które zrobiliśmy w takiej wersji Buena Vista Social Club, Ras Luta do „Rzeki dzieciństwa”, a Wilku dopisał tekst do „Kiedy byłem małym chłopcem”.

Czyli radykalnej zmiany brzmieniowej nie ma? Jest to takie Maleo Reggae Rockers, jakie znamy?
Myślę, że bardziej roots. Ta płyta jest bardziej surowa od strony rootsowej, co nas bardzo ucieszyło.

Bo z tego co zauważyłem w porównaniu z tym, co było 6-7 lat temu, Maleo Reggae Rockers jest coraz bardziej reggae, a coraz mniej rock.
No tak, cały czas idziemy w tym kierunku, do tych korzeni. Ale to też jest taki proces, że tego trzeba się uczyć. To nie jest proste. To tak, jak mówił Sean Paul, że on dopiero teraz zaczyna się uczyć tego, co ten Marley robił i to jest dopiero początek drogi, że on by chciał do tych korzeni dojść. Myślę, że my jesteśmy na etapie dochodzenia do tych źródeł. Już widzę gdzieś tam blisko górkę, z której to źródło płynie.

Okładkę macie dziecinną.
Ona mówi o tej krainie dzieciństwa, już troszeczkę wyblakłej, jak taka płyta, która od 30 lat leży na strychu powycierana. Ale to właśnie jest tego symbol.

Nie sposób nie zapytać o twój drugi zespół, Izrael. Co się z nim będzie działo po śmierci Stopy?
Na razie cały czas jesteśmy w szoku i wciąż myślimy, co robić. Na Ostródę mamy pomysł, żeby Piotrek z nami zagrał w sensie takim, że Mad Professor przywiezie tracki z Ariwa Studio i puści je na żywo miksując i dubując, tak jak on to potrafi. Myślę, że to będzie hołd dla Piotra z naszej strony i bardzo ciekawe wydarzenie.

A co później? Rozmawialiście na temat następcy?
Szukamy człowieka. Na razie bardzo mało czasu upłynęło, ale idziemy w takim kierunku, żeby kogoś znaleźć. Będziemy też próbowali nagrać coś nowego. Bez Piotra będzie na pewno dużo trudniej, ale mam nadzieję, że się uda.

Wywiad ukazał się w magazynie Free Colours nr 17.

Płyty Maleo: http://www.sklep.zima.slask.pl/search.php?orderby=position&orderway=desc&search_query=maleo+reggae+rockers&submit_search=

DODAJ KOMENTARZ